W końcu kolejny rozdział xD
Ostrzegam, ze trochę długi xD
Ostrzegam, ze trochę długi xD
Stałam pod drzwiami i darłam się tak mocno, że chyba sąsiedzi słyszeli.Vincent do pnie podszedł i zaczął mną potrząsać.
V- Kate!!! Uspokój się!!!
K- Dobra, ale przestań tak mną trząść!-ledwo powiedziałam
V- Sorki. Chyba sobie poszedł. Mamo, teraz powiedz jak to się stało.
J- Więc, ojciec pytał się mnie gdzie byłam i z kim, odpowiedziałam mu, że byłam u was, ale nie powiedziałam mu z kim.
K- I co dalej?!-powiedziałam wkurzona.
J- Złapał mnie za gardło i przybił do ściany, udało mi się uciec, ale chyba wiedział, że spotkałam się z Vanessą...
V- Teraz to przegiął.
K- Już dawno przegiął!!!!-znowu uniosłam głos
V- Co masz na myśli???
K- Śniło mi się, że ojciec zabił dzieci. I moją przyjaciółkę...
V- Co???
K- Sam mi to mówiłeś.
V- CO!???!!
J- Kate mówi prawdę...
K,V- CO!?!?
J- To się wydarzyło...
K- Ha! Miałam racje! Co? Ja miałam rację?
J- Tak.
V- Czekajta. Bo nie kumam (Vincent 2015 xD)
K- Opowiem ci wszystko w szczegółach.- opowiedziałam mu cały swój sen.
V- O ku*wa...
J- Vincent!
V- Sorki, ale musiałem...
K- Mamo, może ty dzisiaj będziesz u nas spać?
J- Dobrze. Muszę trochę odpocząć od niego.
K- Mike. Pościel kanapę dla mamy.
M- Dobrze.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę z mamą, widziałam, że jest wyczerpana więc powiedziałam jej, żeby się położyła, tu jej nic nie groziło. Sama poszłam spać. Śniła mi się moja podstawówka, kiedy dostałam pierwszego napadu i nie wiedziałam co się ze mną działo. To było okropne. Na szczęscie obudziłam się w samą porę na śniadanko ^^ Zobaczyłam mamę w kuchni.
K- Dzień Dobry!
J- Hejka.
K- Co mamusia gotuje?
J- A jajecznice. Co? Głodna?
K- Troche... Heh. Rozłożę talerze.
J- Dobrze.-poszłam do salonu.Vincent spał, postanowiłam mu zrobić chłodną pobudkę. Buhahaha!!!!Wzięłam szklankę z zimną wodą i już miałam na niego wylać gdy pomyślałam sobie -Zaraz. Co ja robie? Przecież w pokoju mam wiadro xD- Wylałam na niego całe wiadro!
K- Pobudka!!!
V- AAA!!!!! Co ci odwaliło kobieto!!!
K- Nie kobieto ale psychiczny człowieku! Hahahaha!!!!
V- To nie jest śmieszne...-był wkurzony
K- To dlaczego ja się śmieje?
V- Bo jesteś psychicznie chora???
K- Ha...Ha...Ha... I kto to mówi? Dobra, składaj tę kanapę do śniadanie czeka.
V- Dobrze. Ale jutro się nie dziw kiedy się obudzisz ...
K- Bla.Bla.Bla. Składaj i nie gadaj!
V- EH!
M- Siemanko! -przyszedł mój śpioszek xD
K- Jak się spało? Bo Vincusiowi się jakoś mokro xD
V- Nie odzywaj się!
M- Dlaczego on jest mokry?
K- Hm...-pokazałam wiadro
M- Aha...
V- Dajcie mi spokój!
J- Śniadanko podano. Vincuś?
V- Mamo...Nie komentuj.
J- Dobrze. Chodźcie zanim wystygnie!
Zjedliśmy sobie śniadanko, nie ma to jak u mamy... Ja z Mike'iem poszliśmy sobie na spacerek. Mama została w domu i nie wiem po co zaczęła w nim sprzątać xD Chociaż jej mówiłam, że sobie poradzę to musiała posprzątać. Słyszałam jak Vincent umawiał się z Domi ♥ Oj będzie się działo...
V- Dajcie mi spokój!
J- Śniadanko podano. Vincuś?
V- Mamo...Nie komentuj.
J- Dobrze. Chodźcie zanim wystygnie!
Zjedliśmy sobie śniadanko, nie ma to jak u mamy... Ja z Mike'iem poszliśmy sobie na spacerek. Mama została w domu i nie wiem po co zaczęła w nim sprzątać xD Chociaż jej mówiłam, że sobie poradzę to musiała posprzątać. Słyszałam jak Vincent umawiał się z Domi ♥ Oj będzie się działo...
*perspektywa Vina*
Znowu miałem się spotkać z Domi. Mam nadzieję, że tym razem nikt się nam nie wpiepszy! Czekałem na nią pod miejscem naszego spotkania. Coś długo jej nie było, usiadłem na ławkę i czekałem. Ktoś zakrył mi oczy. Nie wiedziałem kto to. Może Domi?
D- Zgadnij kto to?-Słyszałem jej głos, złapałem ją za ręce i przewróciłem tak, żeby wpadła w moje ramiona.
V- Zgaduje, że to Domi.
D- Miałeś racje. Heh...
V- Sorki trochę mnie poniosło.
D- Nic się nie stało. To co idziemy???
V- Pewnie. Tylko mam nadzieję, że nikt nam nie przeszkodzi. Tak jak ostatnio.-uśmiechnąłem się do niej.
D- Ja też mam taką nadzieję...
V- Opowiedz mi troche o sobie.
D- Więc, przeprowadziłam się tutaj z rodziną, ponieważ miałam tam problemy w szkole...
V- Mi możesz powiedzieć-obiąłem ją w pasie.
D- Moi koledzy mi dokuczali, koleżanki się ze nie nabijały...
V- Ale już po wszystkim.
D- Tak. Tylko Max tak mnie wkurza! Cały czas do mnie pisze i do mnie przyłazi.Myśli, że ja do niego wróce, nie ma mowy!!!
V- Rozumiem cię.
D- Tak?-popatrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem
V- Znaczy się, za młodego dziewczyny za mną szalały, ale żadna nie była taka wyjątkowa jak ty. Wszystkie to były laleczki Barbie, a ty... Ty jesteś jedyna w swoim rodzaju.-zaczerwieniła się
D- Heh... Vincent, nie słodź...
V- Ale ja mówię prawdę. Tylko zawsze kumple myśleli, że ja jestem taki romantyk i jestem jak baba bo w wieku 13 lat moje włosy zmieniły kolor na fioletowy. Na początku wszyscy na mnie mówili 'gej' 'pedał' 'laleczka barbi' 'romantyk' aż pewnego dnia prawie zabiłem jadnego z kolegów, od tamtej pory trzymali się ode mnie z daleka, a dziewczyny lepiły się do mnie jak pszczoły do miodu!
D- Miałam się ciebie spytać.
V- Tak?
D- To ten kolor włosów to naturalny?
V- Nie no, ty też!
D- No przecież żartuję. Chodź.
V- Dobrze.
Robiło się już Ciemno. Odprowadziłem Domi do domu, dała mi całusa na pożegnanie. Szedłem sobie spokojnie ulicą. Coś się poruszyło w krzakach.
V- Kto tam jest?-nikt się nie odezwał-Nie róbcie sobie ze mnie jaj!-z krzaków wyszedł...tam.dam.dam!!!!...ojeciec
(Ojciec)O- Hejka synku. -podszedł do mnie od tyłu (bez kom xD) i przyłożył mi nóż do gardła.
V- Ty mnie nie zabijesz! Nie dasz rady.
O- Ja cie nie zabije, ale ty owszem...
V- Co!?Nie ....Nie...Nie...HAHAH!!!Hahaha!!!HAhaha!!!-Wpadłem w szał, popatrzyłem na dom Domi i do niego wszyedłem, mówiła, ża zostaje dzisiaj sama więc wykorzystałem tę okazję. Wpadłem do niej do pokoju. Ja nie byłem sobą...
V- Kto tam jest?-nikt się nie odezwał-Nie róbcie sobie ze mnie jaj!-z krzaków wyszedł...tam.dam.dam!!!!...ojeciec
(Ojciec)O- Hejka synku. -podszedł do mnie od tyłu (bez kom xD) i przyłożył mi nóż do gardła.
V- Ty mnie nie zabijesz! Nie dasz rady.
O- Ja cie nie zabije, ale ty owszem...
V- Co!?Nie ....Nie...Nie...HAHAH!!!Hahaha!!!HAhaha!!!-Wpadłem w szał, popatrzyłem na dom Domi i do niego wszyedłem, mówiła, ża zostaje dzisiaj sama więc wykorzystałem tę okazję. Wpadłem do niej do pokoju. Ja nie byłem sobą...
*perspektywa Domi*
Siedziałam sobie przy moim szkicowniku, gdy w drzwiach stanął Vincek. Ucieszyłam się na niego widok, ale potem się trochę przestraszyłam, miał on ten swój psychiczny uśmiech i czarne oczy...
D- V-Vincent?
V- A kto skarbeńku??-podszedł do mnie złapał mnie za ręke, przyciągnął do siebie- Teraz się pobawimy. Hahaha....
D- Ogarnij się!
V- Dobrze.- całował mnie. Nic nie czułam, Ale jak skończył to zobaczyłam, że stoję bez koszulki w staniku, musiał mi ją poodcinać kiedy się za mną całował. Cholera!
D- Aaa!! Ty idioto!-wzięłam pierwszą lepszą koszulkę i ją ubrałam.-Co ty sobie myślisz!
V- Ktoś się nie chce bawić. Oj. To bardzo źle...
D- Ty się ze mną nie bawisz tylko mnie denerwujesz!-tupnęłam nogą
V- Nie denerwuj się...-poszerzył uśmiech i powalił mnie na łóżko. Trzymał mnie cały czas za ręce, a ja nie mogłam się uwolnić. Dlaczego go nie walnęłam jeszcze zanim mnie powalił. Durna ja!
D- Przestań do cholery!
V- Nie przestane do póki jeszcze żyjesz...
D- Że co!!?? Ty chyba tego nie chcesz zrobić. Prawda?
V- Ty bezmyślna istotko. Jasne, że chcę.-czułam coś zimnego na żyłach od mojej ręki.- No to co? Dobranoc!-Już miał mi wbić nóż kiedy się opamiętał. Jego oczy wróciły do normalnej postaci, a uśmiech znikł. Złapał się za głowę i padł na kolana.
V- Cholera! Moja głowa!!!
D- Twoja głowa, moja psychika. Co ci odwaliło!?- pomogłam mu wstać.
V- Dzięki.-po chwili dałam mu z pięści w ryj, ale tak porządnie.-A to za co?
D- Za to, że chciałeś mnie zabić i jeszcze za to, że przez ciebie zostałam w staniku!
V- W staniku?-zaczerwienił się.
D- Tak. Siadaj to wszystko ci wytłumacze.
V- Dobrze...
Wytłumaczyłam mu całe zajście, widać, że był zakłopotany. Zaczął mnie przepraszać, wiadomo, że mu wybaczyłam, wtedy nie był sobą. Potem wyszliśmy na dwór.
V- To ja już będe leciał. Pa.
D- Papapa!!!-Dałam mu całuska w policzek na pożegnanie po czym poszłam do domu.Powiedziałam sama do siebie- Mam chłopaka psychopatę, który jest romantyczny, nawet wtedy kiedy ma napad. Domi ale ty masz szczęście!- Krzyknęłam.
*perspektywa Kate*
Spacerowaliśmy tak sobie z Mike'iem po okolicy, gdy nagle zobaczyliśmy jak Domi całuje Vincusia. Jakie to było śłoodziaśne.
K- Ah...-westchnęłam patrząc się na zakłopotanego Vincusia.
V- A co wy tu robicie?
K- Akurat przechodziliśmy, idziesz z nami do domu?
V- E..-Mike pokazywał mi ręką, że chce zostać sam na sam z Kate- Ja wróce sam. Narazie.
K- Jak tam chcesz. To co idziemy?
M- Możemy iść.-Mike obiął mnie w pasie i szliśmy sobie spokojnie kiedy mój telefon nie zadzwonił. Dzwonił Jeremi.
K- Halo?
J- Halo!Halo!Halo! Gdzie wy jesteście!?
K- No w parku.
J- A praca to co? Mam wam przypominać?
K- Cholera! Zapomniałam. To my zaraz będziemy! Narka.-rozłączyłam się
M- Coś się stało?
K- Praca się stała!
M- Zapomniałem.
K- No to lecimy!
Szliśmy sobie szybko do pracy, na szczęście zdążyliśmy. Zrobiłam wielkie wejście.
K- Witam was chłopaki! Jak tam po urlopie?
J- Przyszli. No siemka, a teraz do biura bo zaraz się zacznie praca.
M- nie tak nerwowo...
F- Siemka.
K- Ee.. My się znamy?-popatrzyłam się tak na rudego gościa, nie przypominał mi Fritza.
F- Kate nie rób sobie jaj. To ja Fritz!
K- A... Fritz? Gdzie masz okulary, gdzie twoja fryzura kujona i gdzie ten szczuplutki rudy!!!!???
F- Stoi przed tobą.
K- Zmieniłeś się-popatrzyłam się na niego zdziwionym wzrokiem.
F- Było się trochę na siłowni, to u fryzjera, to u okulisty i w sklepie.
M- Ło! Stary to się odpicowałeś!
F- No ba.
K- A ty Jeremi? Jak tam wakację?
J- Powiedzmy, że fantastyczne!
M- Gadaj. Wyrwałeś jakąś laseczkę?
K- Mike.-szturchnęłam nim
J- Ja i Werka jesteśmy parą!
K- AAA!!!- Zaczęłam piszczęć z radości!- To gratuluję! Ale dlaczego ona nic mi nie powiedziała??? Ja już sobie z nią pogadam, oj pogadam!
Zaczęliśmy pracę. Zobaczyłam, że rudy ma na ręce tatuaż w kształcie serduszka. O... Moze się zakochał. Jak to ja, musiałam się spytać co to jest?
K- Rudy!
F- No?
K- Słodziutki tatuaż.
F- Jaki tatuaż?
K- No ten co masz na ręce.
F- To blizna geniuszu.
K- Blizna w kształcie serduszka?
F- Rodzice mówi, że to zrobiło mi się w podstawówce.
K- W... PODSTAWÓWCE!!!!!
F- No przecież mówie.
K- Nie...
M- Kate. Co ci znowu jest?
K- Nie... Ja... Ja...Wiem...Kto to ci zrobił...-przełknęłam ślinę
No misiaczki
Trochę się rozpisałam xD
Pepsi źle na mnie działa...
Obiecuje, że więcej nie będę pić Pepsi przed pisaniem rozdziału!
Nie wiedziałam jaki dodać tytuł, więc jest ten co jest xD
PAPATKI ♥
A kiedy LBA ode mnie? Nie oto chodzi że wolę LBA tylko oto że czekam i czekam ;-;
OdpowiedzUsuńI ode mnie XD A rozdzialik sweet ;33Czekam na nexta ^^
OdpowiedzUsuńI ode mnie XD A rozdzialik sweet ;33Czekam na nexta ^^
OdpowiedzUsuńVincent, vincent, vincent. Ech ty zboczuszku ty mój. :3 :* :* ale mogłeś se darować tą..........zdrade z potterową i z jakąś domi!!!! Zraniłeś me serduszko :'(
OdpowiedzUsuńV- Ja nie zdradzam dziewczyn!!! Potter weź coś powiedz! ;-;
OdpowiedzUsuńZuzka powiedzialam cos. Ty masz swojego Vincusia a ja mam swojego ;333 I niech tak zostanie. A wgl to Domi I Potter to jedna i ta sama osoba XD Ja mam na imię Dominika w realu XD A tutaj znacie mnie jako Potter ;33
OdpowiedzUsuńOsz ty!!! Vincu jeszcze sie policzymy!!!!
Usuń*walnęła ręką w stół* mamo!!!!!! Ała moja ręka.
xDDDD
Po co walić ręką w stół.... Lepiej Vincentem w ścanę.
OdpowiedzUsuńPs. Ja też mam swojego Vinca jezd good.