niedziela, 30 sierpnia 2015

#25 Opowiadnie Grupowe 2/2 xD


...
*Fritz*
   Kiedy Van zamknęła drzwi to poszliśmy do restauracji. Cała droga została przemilczana. Kiedy dotarliśmy do restauracji to usiedliśmy przy stole. Kelner dał nam menu.
F- Wybrałaś już coś dla siebie?

*Vanessa*
Q- Nie - odparłam krótko.
*Po Obiedzie*

*Fritz*
   Było już po obiedzie. Odprowadziłem Vanesse do domu. Jakoś chyba mnie nie polubiła... Dlaczego Rudy jesteś takim niedorajdą!? Eh... No trudno. Wróciłem do domu i walnąłem się na łózko. Rozmyślałem nad tym spotkaniem... Spier*oliłem wszystko!!!

*Vanessa*
   Było nawet miło. Rudy się chyba za bardzo zestresował, nawet nie wiem dlaczego. Ehh... zbytnio się nastawił. Zauważyłam, że coś do mnie czuje, no ale bez przesady. On jest tylko fajny... tak tylko fajny...

*Kate*
   Kiedy się obudziłam to było gdzieś około 16.20. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie tosty!!! Mike'owi nie dam. Niech ten lań wstaje, a nie. Jeszcze ja mu będę tosty robić. Niedoczekanie! Poszłam do salonu i włączyłam TV. Ten leń w końcu wstał! 
M- Cześć.- pocałował mnie w policzek, w którym miałam tosty xD Połknęłam ję
K- Hej.
M- Dlaczego mi nie zrobiłaś tostów? - usiadł obok mnie
K- Trzeba sobie zrobić.- wsadziłam tosta do buzi. Mike wyjął mi tosta, dał mi buziaka i wsadził sobie mojego tosta do swojej buzi. Ku*wa! Gdzie tu sprawiedliwość!? Ja się pytam... Gdzie!? Zjadł mojego tosta!!!!
M- M... Dobry. Dziekuje. -zaśmiał się po cichu i poszedł do kuchni
K- Mike! Złodzieju!- zkrzyżowałam ręcę. Po chwili Mike obok mnie, objął mnie i się do mnie przytulił. 
*Mike*
   Zadzwonił mi telefon. Tylko nie ona. 
M- Ważny telefon. Przepraszam- wyszedłem z domu
*Kate*
   To było... dziwne. Nigdy nie wychodził poza dom, żeby z kimś porozmawiać. Podeszłam do okna i wyjęłam sprzęt "Mały Detektyw". Wyciągnęłam podsłuhiwacz i podsłuchałam rozmowę. Usłyszałam coś takiego.
M- No hejka...Jak to?... Przyjdę... Jutro?... U ciebie?... Przed moją pracą... Super, że się dogadaliśmy... Też cię kocham... -Słowo 'kocham' mnie wkurzyło! I to bardzo!!!! Ale postanowiłam poczekać na rozwinięcie wydarzeń. Jak tylko się dowiem, że mnie zdradza z jakąś zdzirą to obiecuję, że nie zostanie po nim ślad! Kiedy skończył rozmowę do do mnie przyszedł. Usiadł obok mnie i mnie przytulił. Ku*wa!!! Udawałam spokojną, ale w głębi duszy chciałam go ropier*olić!!! 
M- Katuś. Co się dzieje? - pocałował mnie w policzek 
K- Nic. Mam gorszy dzień. 
M- To źle... - przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Jaka su*a!!! Położył rękę na mojej szyi, a następnie zjeżdżał na dół. Zanim dotknął moich cycków (Kate wypowie każde słowo xD) to złapałem do za rękę. 
K- Idę do pokoju. - wstałam i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam się, usiadłam na łóżku i przyciągnęłam kolana do siebie, a głowę schowałam w kolana. Jak on tak może!?!?
*Mike*
   Byłem trochę zdziwiony reakcją Kate. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywała... Może naprawdę ma gorszy dzień?

*Vincent*
   Kiedy powiedziała słowa 'dzięki tobie zawsze czuje się bezpieczna' to mnie to trochę zabolało, ponieważ ja jestem nieprzewidywalny i mogę jej coś zrobić. Nie wiem czy to co powiedziała to była prawda... Spojrzałem na nóż który trzymałem w ręce. Był cały we krwi. Schowałem go tak, żeby Domi nie widziała
D- Coś się stało?- spojrzała na mnie
V- Nie, nic. Ważne, że robię się nic poważnego nie stało. - uśmiechnąłem się lekko
D- Yhym- przytuliła się do mnie mocniej- Jesteś taki kochany
Również ją przytuliłem. Najbardziej bolało mnie to, że mogłem jej zrobić... To strasznie bolało.
D- Skarbie. Nie okłamuj mnie teraz. Widzę, że coś ci jest- puściła mnie i popatrzyła na mnie zatroskanym wzrokiem- Powiedz mi co się stało. Chodzi o mnie?
Popatrzyłem na nią. Po policzku spłynęła mi łza... 
V-Eh... - wytarłem ją - Nie. Znaczy się... Tak... - spuściłem wzrok
D- Nie lubię kiedy jesteś smutny. Mogę wiedzieć co się stało?
V-Chodzi o to, że ja się o ciebie martwię...
D- Ale przecież już jest wszystko okej. Max już mi nie zagraża, a ty jesteś przy mnie. Nawet prezydent nie zapewniłby mi lepszej ochrony- pocałowała mnie w policzek
V-Nie chodzi o niego... - schowałam głowę w rękach
D- To o kogo...?- widać było, że teraz była lekko zdezorientowana i zaniepokojona
V-O mnie. - spojrzałem na nią oczami łez
D- Nie mów tak- przytuliła mnie- Bardzo cię kocham. Pamiętaj o tym.
V-Ja jestem mordercą! - odsunąłem się od niej.
D- Nie jesteś mordercą. Jesteś moim ukochanym. I zawsze będę przy tobie
V-Ty nie rozumiesz. Ja mogę ci coś zrobić! - oparłem głowę o ręce i głośno oddychałem
D- Vincent...- spojrzała na mnie zaniepokojona i dotknęła mojego ramienia
V-Nie! - wstałem
D- Nie krzycz. Spokojnie...
Oparłem się o ścianę. Nie wytrzymałem. Wyjąłem nóż z kieszeni i spojrzałem na Domi
D- Co chcesz zrobić?- spojrzała na mnie
Moje oczy zmieniły kolor na czarny i zacząłem się psychicznie śmiać.
D- Vincent. Co zamierzasz zrobić?- siedziała niewzruszona moim zachowaniem
   Padłem na ziemię. Zacząłem się ciąć. Sprawiło mi przyjemność...
D- Vincent przestań!!- podbiegła do mnie i wyrwała mi nóż
   Złapałem ja za rękę i przyciągnąłem do ciebie. Jeżeli zacznę ją całować to odda mi nóż. Nasze czoła się stykały
D- Wiem, że mnie kochasz i nie chcesz robić nikomu krzywdy
Pocałowałem ja w usta. Złapałem w pasie. Jestem blisko wygranej. Odwzajemniła pocałunek.Zacząłem ja całować. Po chwili wróciłem do normy. Jak ja ją kocham!!!! Spojrzała na mnie i odsunęła się na chwilę.
D- Już dobrze?
Pokiwałem głową, że że tak i ja przytuliłem
D- Mówiłam, że nie jesteś mordercą- odwzajemniła uścisk
V-Moja psychika czasami nie wytrzymuje.... - wziąłem Domi na ręce i zaniosłem do pokoju. Położyłem ją na łóżko i się obok niej położyłem. 
V-Kocham Cię - przytuliłem ją
D- Ja ciebie też- odwzajemniła uścisk
V-puścisz mnie do domu? - pocałowałem ją
D- No pewnie. Nie zabiorę Kate takiego fajnego brata- zachichotała
V-Bardzo. Wiesz jak cie kocham.
D- Mówisz mi to już drugi raz w tym dniu- ponownie zachichotała- I jestem świadoma. Ja też cię bardzo kocham. Pamiętaj o tym
V-No dobrze. A twoich rodziców nie ma? - spojrzałem na nią
D- Nie. Mieszkam sama. Do moich rodziców mam jakieś 10 minut drogi. W końcu mam już 19 lat i było by trochę dziwnie gdybym nadal mieszkała z rodzicami
V-No masz rację. Może ja już będę się zbierać?
D- Jeżeli musisz...
V-Jeszcze chwile mogę zostać. - przyciągnąłem ją do siebie
D- Ja cię nie trzymam. To tylko twoja decyzja- pocałowała mnie w policzek
V-No to mogę zostać. - uśmiechnąłem się. Zachichotała i oparła głowę na mojej klatce piersiowej. Pogłaskałem ja po włosach. Zobaczyła, że mam ma ranę z tyłu głowy. Trochę się zmartwiła.
D- Vincent. Co ci się stało?- pokazała na moją ranę 
V-E tam. To nic takiego. - Kate!!! 
D- Właśnie że to coś poważnego. Wygląda jakby ci ktoś przywalił
V-No z tym się zgodzę.
D- Z kim się biłeś?- spojrzała namnie
V-Z nikim. To nic takiego. - jak jej powiem, że dziewczyna mi to zrobiła to chyba umrze ze śmiechu!
D- Vincent. Nie kłam
V-Ja cie z nikim nie biłem! Mówię prawdę! - popatrzyłem na nią
D- Przecież ktoś musiał ci to zrobić. Chce wiedzieć kto to był
V-ee... Heh... To głupie. - podrapałem się po głowie
D- Nie będę się śmiała. Znasz mnie przecież
V-ee.. Kate? - powiedziałem cicho.
D- Kate? No. To muszę się jej spytać czemu bezkarnie bije mojego chłopaka...
V-Miała powody.
D- W sumie...to było trochę chamskie jak się z niej śmiałeś...
V-Nie o to chodzi.
D- To o co?
V-No ja powiedziałem, że on nie potrafi się bić i... Przyłożyłam mi patelnia 2 razy.
D- To musiałeś ją ostro wkurzyć...
V-trochę... - Gadaliśmy sobie tak dłuższy czas, aż w końcu przyszła pora, żeby wrócić do domu.- Domi? 
D- Tak?
V-Fajnie się siedziało i w ogóle, ale ja już muszę wracać. - pocałowałem ja w policzek i wstałem
D- Wiem- również wstała i podeszła do mnie- Mam nadzieję, że niedługo znowu się zobaczymy- pocałowała mnie i się uśmiechnęła
V-Ja też. - wyszedłem z domu Domi i skierowałem się do mojego mieszkania. Po drodze zobaczyłem policję i detektywów... Cholera!!!! Szedłem nie zwracając uwagi na to wszystko. Jakoś doszedłem do domu. Poszedłem spać.

*Domi*
   Westchnęłam smutno i zamknęłam drzwi. Poszłam z powrotem do siebie i wyjęłam szkicownik po czym zaczęłam rysować.



Przepraszam Was bardzo, że nie było rozdziału.
Przyjechała do mnie rodzina z daleka i nie miałam czasu.
Ale teraz macie ten rozdział.
Szczęśliwi???
Ja też nie xD
Do zobaczenia!!!
Oczywiście w stworzenie rozdziału pomogły mi dwie wspaniałe dziewczyny.
Teraz wielkie brawa dla nich!!!
Potter Head oraz Venus!!! 

piątek, 21 sierpnia 2015

#25 Opowiadnie Grupowe xD 1/2

   Siemaneczo!!!
Bez dłuższego wstępu...
ZACZYNAMY!

    Kiedy wróciliśmy do domku to ja zrobiłam to co zawsze robiłam, czyli... Miałam wszystko gdzieś i poszłam spać xD
*perspektywa Vincenta*
    Jak wróciłem do domku to poszedłem spać. Obudził mnie telefon. To była Domi. Chciała się ze mną spotkać. Odpisałem, że nie ma problemu. Kiedy byłem już gotowy to do niej poszedłem. Szedłem sobie spokojnie drogą.
*perspektywa Domi*
    Czekając na Vinca rysowałam w szkicowniku. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Uradowana pobiegłam otworzyć. Ale nie zobaczyłam Vinca tylko Maxa...
- Czego ty tu chcesz?- spytałam rozzłoszczona
- Wróć do mnie- powiedział lekko ochrypłym głosem. Wyczułam od niego alkohol.
- Ty jesteś pijany!!
- Nie...wróć do mnie. Jesteś moim całym światem!!!- przyciągnął mnie do siebie
- PUSZCZAJ MNIE!!!- zaczęłam się wyrywać
- Wiem, że mnie kochasz- chciał mnie pocałować, ale na szczęście uniknęłam tego odchylając głowę
- PUŚĆ MNIE!!!
- Proszę...jeżeli się nie zgodzisz to będę musiał zrobić TO- wyjął pistolet i przyłożył mi go do głowy. Zaczęłam płakać.
- Z-ZOSTAW MNIE!!! PUŚĆ!!!- szarpałam się ile wlezie
- A wrócisz do mnie?
- NIE!!!
- To nie mam wyboru- powoli naciskał spust...

*perspektywa Vinenta*
    Usłyszałem krzyk Domi. Szybko pobiegłem do jej domu. Nie wierzyłem co tam zobaczyłem. To była ta szmata... Jak się wku*wiłem!!!!
V- Zostaw moją dziewczynę!!!- gdy tylko mnie usłyszał to błyskawicznie odwrócił się w moją stronę. Jedną reką trzymał Domi za szyję, a drugą trzymał pistolet.
M- Idź stąd, albo ją zabiję!!!- zaczął się drzeć
V- Taki jesteś koksu, a się mnie boisz! Ha! Nie dziwię się dlaczego ona cię rzuciła... Haha... - chciałem go sprowokować, żeby do mnie podszedł. Jak podejdzie to już z nim koniec!!!
   Chyba zauważył, że chcę go sprowokować. Odwrócił głowę Domi i zaczął ją całować. Jak skończył to powiedział
M- No i co mi teraz powiesz!? HA!
V- Powiem ci to, że sobie nagrabiłeś... Haha...Haha...Hahaha!!!! -zacząłem się psychicznie śmiać. Zacisnąłem pięści, a na mojej twarzy pojawił się psychiczny uśmiech i oczy zmieniły kolor. 
M- Myślisz, że to na mnie działa!? HA! IDIOTA!!- nacisnął spust, ale tuż przed wystrzałem skierował pistolet na jej brzuch. Domi upadła na ziemię z krzykiem.
M- To my się już pożegnamy- zwiał mi. Ale ja mu nie odpuściłem i pobiegłem za nim. Byłem szybszy więc go dogoniłem bez problemu. Złapałem go za koszulę i bez wachania wbiłem mu nóż w brzuch zanim się zorientował, że go trzymam.
M- Nie pójdziesz do niej? A no racja. UMARŁA!!! HAHAHA!!!- zaśmiał się po czym zemdlał. Szybko pobiegłem do Domi. 

   *perspektywa Domi*
   Resztkami sił się podniosłam i cały czas trzymałam się za brzuch, zgięta w pół doszłam do kanapy. Położyłam się na niej. Cały czas trzymałam się za brzuch i płakałam...

*perspektywa Vincenta*
   Błyskawicznie wszedłem do salonu i próbowałem opatrzyć ranę.Kiedy już rana była opatrzona to dałem Domi tabletki.Cały czas zwijała się z bólu i krzyczała. Usiadłem obok niej i pogłaskałem ją po włosach.
V- Zabiorę cię do szpitala.
D- Ja nie chcę do szpitala... - wkrztusiła
V- Musisz... Ja nie jestem lekarzem. Nie dam rady z taką raną, chociaż trochę się znam- schowała głowę w poduszkę i zaczęła mocniej płakać. Przytuliłem ją, lecz uważałem na ranę.
V- Tego sku*wysyna masz już z głowy. Nie płacz...- przytuliła sie do mnie.
D- Nie lubię szpitali- popatrzyła na mnie zapłakana.
V- Dobrze. Więc z tobą zostanę- otarłem jej łzy i pocałowałem w czoło
D- Jesteś kochany- uśmiechnęła się przez łzy i oparła głowę o moje ramię.
V- Będziesz bezpieczna. Twój były już ci nie będzie zagrażał. -powiedziałem opiekuńczo.
D- Dzięki tobie zawsze czuję się bezpieczna...

*perspektywa Fritza*
   Nie mogłem się doczekać spotkania z Vanessą. Niestety jej wczoraj coś wypadło i nie mogła przejść, więc przełożyliśmy to na dzisiaj. O 15.00 miałem już po nią iść, ale dopiero była 13.48... No to sobie poczekam. Poszedłem do łazienki sie ogarnąć... Tylko z włosami był problem, wizyta u fryzjera źle na nie zadzziałała... Nie chciały sie ułożyć! Musze podziękować Kate...Żel nie pomagał, trudno! Rozczochrałem włosy
F- Od razu lepiej.- poszedłem do szafy i wziąłem z niej zieloną koszulę w kratkę i jeansy. Wszedłem do salonu. Jeremi tam był.
J- Gdzie się wybierasz?
F- Na obiad.
J- Z kim???
F- Spadaj. To nie twoja sprawa.- burknąłem
J- Rudy się zabujał. Hehe...
F- To ty możesz się spotykać z Weroniką i nie mam pretensji, a jak ja już chce gdzieś wyjść to od razu czarne myśli! No dzięki ci bardzo!
J- Od czego ma się przyjaciół. Hehehe... -smiał się pod nosem
F- Spadaj!- wszedłem do pokoju.Ale on potrafi wku*wiać ludzi! Teraz wystarczyło mi czekać...

*perspektywa Vanessy*
    Leżałam sobie spokojnie na kanapie słuchając muzyki. Od wczoraj nie sprawdzałam Facebook,a. Z ciekawości weszłam na niego i pierwsze co mi się wyświetliło to Fritz... serio? Czy to jest jakiś zabawne? Poczuciem humoru nie grzeszę, no ale baz jaj. To było żałosne. Mniejsza z tym. Zerknęłam na godzinę - 14:06. Może by tak... w sumie bez sensu. Nie mam co się spieszyć. Przecież jeszcze prawie godzina. Po 10 minutach bezczynności przemogłam się i wstałam. Otworzyłam szafę. Szybko zmierzyłam ubrania wzrokiem i wyjęłam legginsy wraz z biało-czarną bluzką. Jak ja nienawidzę sukienek. Poszłam do łazienki. Ehh... odgarnęłam fioletowe włosy, a następnie szybko się przebrałam. Zapas około 15 minut.

*perspektywa Fritza*
    Hm... 15 minut do 15.00. Zadzwonię do Van. Wyciągnąłem telefon i wykręciłem do niej numer.

*perspektywa Vanessy*
    Gdy tylko wyszłam z łazienki usłyszałam telefon. Fritz? Przecież mieliśmy się spotkać o 15... no dobra.
Q- Halo?
F- Hejka Van. Gotowa? Może ja już będe po ciebie iść. Akurat zdąże na 15.00.
Q- I po co ty się jeszcze pytasz?- westchnęłam ciężko i się rozłączyłam- Byliśmy umówieni na 15.00, no to chyba się wyrobiłam, nie?

*perspektywa Fritza*
   Trochę się zdziwiłem, ale nie musiałem dzwonić. Chyba ją trochę to wkurzyło.. Wyszedłem z domu i poszedłem w kierunku Van. Była punktualnie 15.00. Zapukałem do drzwi.

*perspektywa Vanessy*
   Usłyszałam dzwonek do drzwi. Sprawdziłam kieszenie. Nie mam nic do obrony? What? Poleciałam błyskawicznie do sypialni i zgarnęłam nóż. Schowałam go do kieszeni i podeszłam do drzwi i je otworzyłam .
Q- Nie będę sie witać, bo już dziś gadaliśmy- wyszłam z mieszkania po czym je zakluczyłam.

W tym rozdziale pomogły mi 2 osoby.
Potter Head jako Max i Dominika
&
Venus jako Vanessa
&
Kate jako Kate, Vincent i Jeremi
Dalsza część za 3 dni :3

PS: Venus... Nie zabij ;-;
   

wtorek, 18 sierpnia 2015

#24 Ku*wa! Ja Je*ię xD

   Minęło pół godziny zanim Vincek się ocknął. Miał duże 2 siniaki na głowie. Ałć...
V- Kate. Dlaczego!? - pierwsze zdanie jakie powiedział
K- Bo patelnie do najlepsza broń... Hahaha....
V- Bardzo śmieszne. Teraz cie przepraszam ale wracam do domu. Nie wiem czy dojdę... - powoli wstał i wyszedł z mieszkania.
M- Nara.
K- Pa Vincek. I przepraszam! - Rozłożyłam się na kanapie.
M- Co kotku? - usiadł obok mnie
K- Nicz... - westchnęłam i położyłam mu głowę na kolana
M- To chyba dobrze.
K- Eh... Czy ja wiem. Mam pomysł jak zemścić się na SpringTrapie. - zrobiłam chytry uśmieszeg
M- Słucham?
K- A więc... Dowiesz się jak Pójdziemy do pracy. Hehehe...
M- No dobrze. Ciesze cie, że Twoje włosy wróciły do normalnego koloru. Brakowało mi ich.
K- Heh. Mi też. Na kiedy jesteśmy umówieni na spadochrony?
M- W weekend. Czyli za 2 dni.
K- Szłodko... Nudzi mi się.
M- No to co robimy? Napewno trzeba zjeść obiad. Co nie?
K- Ja tam sobie zrobię zupkę chińską. Nie wiem jak ty. - wstałam i poszłam do kuchni.
M- Ugotujesz mi też?
K- Chciałbyś. Hahaha...
M- No plose... - zrobił smutną minkę
K- No dobrze. - westchnęłam i zabrałam się do 'gotowania' xD Kiedy skończyłam to Mike był rozłożony na kanapie i oczywiście bez koszulki... Geniusz xD
K- Do jedzenia może założysz koszulkę? - spytałam poirytowana
M- Nie. Gorąco mi. - uśmiechnął się chytrze -,-
K- Ahm... No to się ochłodź xD Smacznego i się posuń! - zepchałam jego nogi z kanapy i usiadłam.
M- Ey! - burknął
K- Życie. - powiedzialam i Włączyłam telewizor. Tym razem to ja położyłam nogi na Mike.
M- Coś ci się pomyliło. - chciał mi je zdjąć.
K- Tylko rusz moje nogi to za zupa wyląduje  na twoich spodniach! - gwałtownie odsunął ręce
M- No dobrze. - wziął swoją zupkę do ręki i razem ze mną oglądaliśmy telewizję. Zaje*iście wyglądaliśmy xD Kiedy już skończyliśmy jeść i ja skończyłam wkurzać Mike to poszłam do łazienki się odświeżyć. Weszłam do łazienki i przeszłam obok lustra. Zobaczyłam tam coś dziwnego... Wróciłam się do niego, a w nim zobaczyłam siebie... Ale byłam fioletową dziewczyną panterą!? Przeglądałam się tak przez dłuższą chwilę.
K- Kim ty jesteś?
-Tobą.. - odpowiedziało lustro
K- Okej... Ale to nie ja.
- Owszem to ty, znaczy się ja
K- Nic nie rozumiem...
-Eh... A z resztą. - ponownie zobaczyłam swoje odbicie w lustrze.
K- Czekaj! Powiedz mi dlaczego ja tak wyglądam? - ponownie wróciła
- Po prostu jestem tobą ale w wersji zwierzaka! Jezu... Czy to takie trudne do zrozumienia?
K- Yhm...
- Czasami myślę sobie... Z kim ja żyję!?
K- Czekaj.
- No.
K- Ba ja zupełnie nie rozumiem po co ty się tu pojawiłaś.
- Żeby Ci pokazać twoja druga postać! Ku*wa! Ratunku!
K- Czyli mogę być tobą!
- Ty już mną jesteś!
K- A jak mam się w ciebie zamienić.
- Boże! Ratujcie mnie aniołowie! Poprostu!
K- Aha... A. - Chciałam soczewki się jeszcze zapytać ale przeszkodziła mi.
- Juz nic nie mów! Żegnam! - moje odbicie ponownie się pojawiło w lustrze.
K- Ja mam zwidy... - powiedzialam zaklopotana po chili dodałam - A wiem jak wyglądam. - powiedzialam radośnie. Potem się umyłam i wróciłam do Mike.
M- Odświeżona?
K- Można tak powiedzieć.
M- Okej. A powiedz mi o tym planie 'zemsta na blaszaka'?
K- Hehehe... No dobrze. A więc. Najpierw muszę znaleźć różowa farbę, bo zielona mu nie będzie pasować i poprostu go zafarbować na różowo... I zapomniałam dodać, że zrobię mu mały makijaż... Buhahahahaha!!!
M- Ale strasze...-powiwdzial z irytacją.
K- Halo! Tu chodzi o kolory. - burknełam.
   Nadszedła chwila zemsty... Muhahaha!!! Springuś! Strzeż się! Hahaha!!! Kiedy przyszliśmy do pracy to Rudy i Blondyn juz na nas czekali. Miałam malutki psychiczny uśmieszeg... Hehe... Na szczęście tego nie zauważyli. Kiedy weszliśmy do biura to powiedzialam, że muszę skorzystać z toalety. Wyszłam  z biura i skierowałam się w strona blaszka.
K- Teraz to będziesz miał się z czego pośmiać. Hahaha!!! - zaczęłam moje dzieło. Wyglądał cudownie xD Na początku go wyłączyłam, potem zamalowałam go całego na różowo, dodałam dodatki i makijaż. Szybka go włączyłam i pobiegłam pędem do biura.
K- Jestem.
F- Coś długo cie nie było...
K- Życie.
J- Zaraz zaczynamy prace.
M- W ty jak zwykle o tej pracy. Wyluzuj... Wrzuć na luz. Odpręż się... - usiadł wygodnie na fotelu przy biurku.
K- O nie! - zepchałam tego mojego 'luzaka' z fotela o samą się na nim rozłożyłam - U tylko mnie ruszcie! - warknęłam.
   Zaczęła się praca. Tylko czekałam na te chwilę. Jaka ja zła!!! >:D  W końcu nadszedł ten moment!
SP- To wasz koniec! - wszyscy się na niego popatrzyli. Nadszedła chwila ciszy, po której wszyscy wybuchli śmiechem. Springi nie wiedział o co chodzi i patrzył się na nich tępo (tak jak gościu z reklamy Metafenu xD) Popatrzyłam na niego chytrym wzrokiem, po czym pokazałam mu lusterko.
K- O to twoja prawdziwa mordka... Muhahaha!!!
SP- Zabije cie! - złapał mnie za gardło. Ja się go nie bałam tylko miałam z niego bekę xD
K- Myślisz, że ja się ciebie boje? Ha! Jesteś w błędzie! Hahaha!!! - walnęłam go z pięści w tą piękną mordke Barbie xD
SP- Jeszcze tu wrócę!!! - wyszedł wkur*iony z biura.
M- No to wracaj! Hahaha... Zapraszam! Hahaha!!! - leżeli na podłodze się się śmiali.
K- Rudy.
F- haha!! No...
K- Popatrz się za siebie.
F- Okej. Hehe... - walnęłam go w łeb tabletem. Stracił przytomność. Chłopaki popatrzyli się na mnie zdziwionymi minami.
K- Jemu też chyba musze odpłacić. Co nie? - powiedzialam po czym wzięłam go za koszule i pociągnęłam do łazienki. Wzięłam różową farbę i zafarbowałam mu włosy >:) Następnie zrobiłam mu makijaż i ubrałam go w moją sukienkę i obcasy xD Przyprowadził go do biura.
K- Teraz czekamy, aż się obudzi. Hahaha....
M- Ha... Haha... Hahaha!!! - ponownie upadł na ziemię i zaczął się śmiać, a Jeremi razem z nim.
J- Kate! Rozwalasz mnie! Hahaha!!!
K- No wiesz... Ma się to we krwi. Hehe... A Rudy ma za swoje!
M- Masz rację. Po tym co co zrobił zasłużył na to. - przez chwile przestał się śmiać. Rudy się obudził.
F- Eh... Moja głowa... - masował się po bolącym miejscu. Wyjęłam telefon i zrobiłam mu zdjęcie.
K- uśmiech laleczko Barbie. Hehe...
F- Co!? - wstał gwałtownie, a ja my pokazałam lusterko.
K- Lustereczko, Lustereczko... Powiedz przecie, któż jest najpiękniejszy w świecie? Oczywiście, że rudy. Hahaha!!!
F- Co ty zrobiłaś!?
M- Nie krzycz bo jeszcze rozmarzesz makijaż xD
F- Mike! Ty też!?
J- zobacz, sukienka ci się pogięła. Trzeba ją poprawić xD
F- Ku*wa! Jeremi!!! Je*ię to! Wychodzę!!! - Barbie wyszła z Pizzeri.
K- No to się Barbie wkurzyła xD Ale ja mam z niego bekę xD haha!!!
M- No! I z Barbie Blaszaka xD
J- Z niego bardzo xD a jak oni to zmyją? Haha!!!
K- Rozpuszczalnikiem xD Wiecie co? Wracamy do domu. Koniec pracy. Ku*wa! Ja jeb*ę xD
M- Dozo Jeremi.
J- Nara.
   Wyszliśmy z Pizzeri i poszliśmy do domu...

Siemaneczko!
Obiecałam, że dzisiaj dodam rozdział.
To dodałam!
Yey! ^^
Niestety ten rozdział był pisany 2 godziny xD
Ale mi się udało ;3
PS: Rozdziały będą wychodzić co 3 dni >,o

piątek, 14 sierpnia 2015

#23 IGŁA PACANIE!!!! xD Jebudu Patelnią xD

Pisam dla was kolejny rozdział.
Razem z Venus xD
Będzie nie zła jadka xD
Zaczynamy :3

   Kiedy ból przestał, to się ocknęłam. Dla mnie to była chwila ;~;  Zobaczyłam coś czego nigdy nie chciałam zobaczyć. To było okropne... Zobaczyłam tam... Mike, Jeremiego i Fritza leżących na podłodze. Mieli rany na całym ciele, a SpringTrap był cały rozwalony. Ty 
K- Co ja najlepszego zrobiłam...-łza mi poleciała po moim policzku- Dlaczego...? - miałam cała ręce we krwi oraz nóż w ręce... To było okropne uczucie. Po chwili poczułam ten sam ból, ale teraz szybko minął. Kiedy się obudziłam leżałam na podłodze, a nade mną stał Mike.
M- Cicho, budzi się.
K- To wy żyjecie!? - wstałam gwałtownie i krzyknęłam 
M- Co?- popatrzył na mnie ze zdziwieniem tak jak reszta.
K- No wy nie żyliście! A ty!-popatrzyłam na blaszaka w żółtym - Ty byłeś rozwalony na kawałki!
SP- Ja? Ja tu jestem i dalej mam z ciebie bekę xD
K- Trzymajcie mnie bo jak mu wpie*dole to, aż mu śrubki powylatują!!!-wstałam i zaczęłam podchodzić do tego rozbawionego gnoja, ale Mike mi w tem przeszkodził.
M- Nie denerwuj się...
K- JAK MAM SIĘ NIE DENERWOWAĆ JAK TEN PEDZIO, NIE POWIEM INACZEJ SIĘ ZE MNIE HIRZY!!!- uwolniłam rękę z pułapki Mike i szybkim ruchem podeszłam do niego.
K- Czy ty sobie za dużo nie pozwalasz!? Ja ci zaraz dam!-miałam go walnąć w ten pusty łeb, ale chłopaki mnie powstrzymali. Durnowato to wyglądało, trzech chłopaków na jedną dziewczynę xD Ale narobili sobie hańby.
F- Kate. Spokój!
J- Rudy dobrze mówi. Uspokój się!
K- Zostawcie mnie! Te rundę wygrałeś blaszaku... ALE KOLEJNĄ WYGRAM JA!!! - zaczęłam się śmiać psychicznie, a po chwili się uspokoiłam.
M- W końcu... 6.00 Wracamy do domu.
K- Dobrze...-dałam porozumiewawcze spojrzenie Springowi, że teraz to już koniec.
   Wyszliśmy z pracy. Do Mike zadzwoniła komórka.
K- Kto dzwoni?
M- Vin z dziewczynami chce do nas wpaść o 14.30
K- Spoko... Ale moje włosy!!!!
M- Jakoś sobie poradzisz.
K- Bla... bla... bla... Jakoś sobie poradzisz.... Jak ja do cholery mam sobie poradzić!?!?-krzyknęłam
M- Normalnie. Hehe...
K- Jesteś okropny! FOCH!
M- Spoko.
   W ciszy wracaliśmy do mieszkania. Kiedy już wróciliśmy, poszłam spać nie zważając na tego pana co lubi kiedy jego dziewczyna ma na niego FOCH'a!!!! A z resztą co ja się bedę przejmować Mike'iem... Lepiej sama zadbam o swój wygląd! A z tym pedałkiem od Pizzeri się policzę...Oj policze...Muhahahaa!!! Nastał nowy dzień. Usiadłam na łóżku i się rozciągnęłam. Ale byłam głodna. Poszłam zatem do kuchni, żeby coś przekąsić. Wracając do pokoju zobaczyłam w salonie Vanesse, Dominikę i Vincenta, a razem z nimi Mike, który śmiał się szyderczo.
K- S-Siemka?-popatrzyłam się na nich.
V- H-Hej. Kate? - powstrzymywał się od śmiechu.
Q- Siemaneczko drzewko xD HAHAHAHA!!!!- zaczęła się śmiać, aż upadła na ziemię i się na niej tarzała...
D- K-Kate... To ty?
K- Nie, drzewo! - powiedziałam z oburzeniem
D- Raczej nie drzewo ale twoje włosy... Są jakieś inne. 
K- Amerykę odkryłaś... Eh... A wy we dwoje nie możecie się przymknąć!? 
V- Nie xD 
Q- Hahaha! Nie! Hahaha! - wymusiła ledwo, ledwo. 
D- Van! Byś się wstydziła!!! Kate, chodź. Masz jakąś fioletową farbę do włosów? 
K- Mogę poszukać. A zrobisz to dla mnie? - popatrzyłam z nadzieją w oczach
D- Pewnie! Tylko teraz musze zabrać Cię do toalety, ale najpierw poszukamy tej farby.
K- Chodźmy do mojego pokoju. Tam jest.-Zaprowadziłam Domi do mojego pokoju, od razu znalazłam farbę w moim kolorze. - Mam! 
D- To teraz do łazienki. - weszłyśmy do łazienki, a ja słyszałam dalej ich śmiechy. Oni są gorsi niż dzieci.... Po Vincencie bym się tego spodziewała, ale po Van? Trudno... To w końcu jego siostra bliźniaczka. 
K- Ile jeszcze...? 
D- Cierpliwości. Koniec. A teraz musisz poczekać 20 minut. - uśmiechnęła się chamsko w moja stronę. 
K- Kolejne cierpienia? Eee... - stekałam jej.  W końcu minęło 10 minut, ale bardzo długie 10 minut. Szczególnie dla Domi xD 
D- Ju minęło. Dzięki ci boże! Teraz zdejmujemy i kręcimy czy prostujemy? 
K- Nie wiem jak to nazwać, ale chcę mieć puszyste :3
D- Dobrze. - zdjęła mi złotko z włosów i je wyruszyła. - A oto efekt końcowy. - Dala mi lusterko.
K- Wyglądam ślicznie! Dziękuję!!! - przytuliłam ja 
D- Idź się pokazać im. 
K- A dobrze.-wyszlam z łazienki i zrobiłam wielkie wejście (Wejście smoka xD) 
K- I co myślicie? - Mike'owi opadła kopara xD poleciał do mnie i powiedział. 
M- Wyglądasz cudownie. - uśmiechnął się a ja go od siebie odetchnęłam. 
K- Pamiętasz. FOCH! - nagle drzwi się otworzyły i w nich stanął rudy z aparatem.
F- Hejka Kate. Ja chciałem cie prosić o zdjęcie twoich włosów dla Springtrap'a...  A gdzie zielone włosy?! Kate! Ty! Ty... - Po chwili zamilkł . Patrzył się na Van jak otępiały xD (otępiały tak jak ten gościu z reklamy Metafen. Pan Bul xD) 
F- H-Hej.. Heh... Jestem Fritz. 
Q - Vanessa - uśmiechnęła się i wróciła wzrokiem do moich włosów. - Co, zielone za bardzo rzucały się w oczy?
K - Nie, a co?
Q - Nic, nic - uśmiechnęła się chamsko i zwróciła do Fritza. - Mogłeś przyjść pół godziny wcześniej, to miałbyś zdjęcie.
Po chwili przestałam zwracać uwagę na ich paplaninę.
D - Wiesz co? Mam pomysł.
K - Jaki?
D - Masz jeszcze fioletową farbę?
K - Chyba coś się znajdzie, ale o co chodzi?
D - Jeżeli Van to twoja siostra, to też powinna mieć fioletowe włosy, nie?
K - I co to da?
D - To, że ona nienawidzi farbowania. Wiesz, taka mała zemsta za nazwanie ciebie drzewem.
K - Hmm... brzmi kusząco.
D - Van! Skończy już flirtować i tu chodź - popatrzyła na Domi z oburzeniem i do nas podeszła.
Q - Co chcecie?
D - Chodź do łazienki - uśmiechnęła się i zaprowadziła tam Van. Ja natomiast znalazłam farbę. Kiedy weszłam moja siostra już siedziała na krześle i patrzyła na mnie wyczekująco.
Q - Co wy kombinujecie?
D - Dziś się bawię we fryzjerkę - uśmiechnęła się i wzięła ode mnie farbę. Van na początku się wyrywała, ale Domi dała sobie radę. Vanessa tak ładnie się złościła xD
K - Gotowe?
D - Jeszcze minutka - Van jedynie przewróciła oczami i wróciła do patrzenia się w sufit. Po chwili włosy były gotowe.
K - No i wyglądasz jak moja siostra - stanęłam obok niej na przeciw lustra.
D - Ślicznie wyglądasz.
Q - Heh... dzięki. Jednak nie jest aż tak źle jak myślałam.
   We trzy weszłyśmy do salonu. Chłopcy się na nas popatrzyli ze ździwieniem.
M - Gdzie Van? Bo widzę tylko 2 Kate.
Q - Przecież jestem od niej wyższa - położyła mi rękę na ramieniu. Czy ona musi mi to wypominać? Jeszcze niech tylko powie, że jestem młodsza...
F - Wyglądacie jak siostry - uśmiechnął się do Van.
Q - Bo nimi jesteśmy xD- odwdzięczyła uśmiech. Po chwili Van poszła gadać z rudym. Oni tak słodko wyglądali :3
D - Szykuje się nowa parka - wyszeptała i obie zaczęłyśmy się śmiać. Van odkleiła wzrok od niego i skarciła nas spojrzeniem. Od razu stanęliśmy na baczność i przestałyśmy się śmiać. Ale nie mogłam się powstrzymać! Dam radę.. Dam radę... Cholera. Nie wytrzymam! Wybuchłam śmiechem. 
F- I z czego się tak śmiejesz? 
K- Nie ważne. Hehe... - wycierałam łzy radości. Van popatrzyła na mnie groźnie, kiedy się popatrzyła to już mnie nie było xD zwiałam do pokoju.

*perspektywa Fritza*
  Vanessa tak cudownie wyglądała... Ah...
F- Van, słuchaj.
Q- Tak?
F- Mogłabyś ze mną dzisiaj zjeść obiad?-zapytałem z nadziją
Q- Pewnie. Dlaczego by nie.- uśmiechnęła się do mnie, a ja zrobiłem to samo.
F- Może przyjdę do ciebie o -popatrzyłem na zegarek- Tak jakoś za pół godziny?
Q- Mi tam pasuje. Tutaj masz mój adres i nr telefonu jak coś.
F- Dzięki. No to ja już lece. Pa.-wyszedłem z mieszkania. Będzie Szłodko >:D

*perspektywa Kate*
   Wyszłam po cichutku z pokoju, ale Van była szybsza i mnie złapała ;~;
Q- A ty dokąd siostrzyczko?
K- Daleeeeko stąd, znaczy się do kuchni. heh...-cholerqa!
Q- Może się pobawimy? He? 
K- W czo?- uśmiechnęłam się, ale po chwili mój uśmiech znikł bo okazało się, że to łaskotki... DLACZEGO!?
Q- W to. - zaczęła mnie łaskotać. Położyłam się na kanapę i się hirzyłam xD
K- Przestań! Hahahaha!!! Van!!! Ratunku!! Hahahahaha!!!!-po chwili podszedł Vincent do nas
V- Ona ma największe łaskotki na...
K- Cicho bądź!!! hahahaha!!!
V- Na brzuszku xD
K- Zabije cię!!! HAHAHHAHA!!!!
Q- Już koniec. - przestała mnie łaskotkać- To kara za to, że przede mną uciekłaś.
K- Przepraszam... - zrobiłam smutną minkę i popatrzyłam mojej siostrze prosto w oczy.
Q- Na ciebie nie można się gniewać ;3
K- Yey!
D- Van!
Q- Noo...
D- My musimy się już zbierać.
Q- Już??? Eh... No dobra...Pa siostrzyczko.-rozczochrała mi moje czudowne, szłodkie, pikne włosy ;~; Dlaczego oni są tacy źli!?
V- Narka dziewczyny.- Vincuś dał całuska Domi. Jakie to szłodkie ;3
K- Pa!!! - kiedy wyszły to Mike razem z nimi... Czy on coś kombinuje??? A z resztą mam na niego FOCH'a xD Zostałam teraz tylko ja i Vinek w mieszkaniu
V- Co siostrzyczka? Fajne były łaskotki? HAH!
K- Teraz to będzie mi wypominać!!!! Jak tylko cię dorwę! - zaczęliśmy się ganiać po caluśkim mieszkaniu rozwalacąj wszystko co nam przeszkadzało xD Miał przewagę bo był starszy, ale ja miałam SCYZORYK!!!! Zatrzymałam się na chwilkę.
K- Dobra wygrałeś.
V- Ze mną nie da się wygrać. Muhahaha!!!- kiedy do mnie podszedł to wyciągnęłam moj scyzoryk w jego stronę
K- Już nie jest tak kolorowo.. hm?? 
V- Hm??? - A on wyciągnął igłe ;~; Zrobiłam wielkie oczy po czym się schowałam za kanapę.
K- Zabieraj to ode mnie!!! Już!!!!
V- Ale co?
K- IGŁĘ PACANIE!!!
V- Igłe?! - popatrzył na igłe w swojej ręce i ją szybko upuścił.
K- Ha! Boidupek xD
V- I kto to mówi?
K- Ja.
V- Młodsza i niższa siostrzyczka. Hahaha...
K- AAAA!!! Kuźwa! - złapałam go za włosy, a on mnie i na wzajem się ciągnęliśmy xD
V- PUSZCZAJ!
K- PUSZCZĘ JAK TY PUŚCISZ!
V- JA PUSZCZĘ WTEDY KIEDY TY MNIE PUŚCISZ!
K- NIE!!!!- do mieszkania wszedł Mike
M- Co tu było!? TORNADO!!?? - ja pokazałam na Vinca, a on na mnie.
V- Twoja dziewczyna nie potrafi bić xD HAhaha!!!
K- Czyżby?- nagle zza placów wyjęłam patelnię i walnęłam nią Vinca w głowę.
V- Widzę Gwiazdki... - po czym padł na ziemię
K- I kto tutaj nie umie się bić? Hm? - popatrzyłam na braciszka, jak on słodziutko spał. Potem na Mike, zrobiłam poważną minę i się odwróciłam. Poszłam do kuchni. Mike mnie zatrzymał.
K- Słucham?
M- Chciałem cię przeprosić za moje zachowanie... Przepraszam.
K- Ahm... Coś jeszcze?
M- To mały prezencik ode mnie. Proszę. -podał mi pudełko z czekoladkami.
K- Myślisz, że jak dasz mi pudełko -otworzyłam je- To ci wybaaacze..... - w środku nie było czekoladek lecz numer 'Skoki spadochronowe'. Popatrzyłam się na niego ze zdziwieniem.
M- Myślałaś, żebym ci dał czekoladki? Pff... Za dobrze cie znam. Mam zamiar zabrać cię na skoki ze spadochronem!!!
K- Tak cieszę się, ale...
M- Co ale?
K- Pamiętasz wypadek Rose?
M- Ah... No tak... Co ja głupi myślałem!!??
K- To nie twoja wina... Ale chce z tobą skoczyć. -uśmiechnęłam się
V- O nie! Nie mam mowy! Ja nie pozwalam!- Vincek wstał gwałtownie, a ja go gwałtownie uderzyłam ponownie patelnią w łeb xD

THE END?






   




   

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

#22 Zwiedzanie Pizzeri xD

Piszemy! 
Bez długiego wstępu, zapraszam do czytania.

   Moje włosy miały kolor... ZIELONY!!!! Tylko nie zielony ... Nie mógł wyjść, np. niebieski? Dlaczego!? Weszłam do pokoju Mika.
M- Kate... Co ci się stało, z hehehehe.. włosami? - powstrzymywał się od śmiechu.
K- Zmieniły kolor...
M- Na zielony? Ha... - ledwo zamykał buzię
K- Ani mi się warz!
M- Przepraszam... - spuścił głowę, kiedy się ponownie na mnie popatrzył to nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. - Hahahahahaha! Ja nie mogę xD!
K- Dlaczego? - zrobiłam smutna minkę
M- Pasuje Ci ten kolor.
K- Kłamczysz!!!
M- Eee... Tak.
K- Nikt mnie nie kocha! - usiadłam na łóżko i odwróciłam sie na Mika.
M- Nie przejmuj się... Na pewno się zmyje. Prawda? - usiadł obok mnie
K- No chyba nie...
M- Dlaczego?
K- To był ten długotrwały...
M- No to kicha. Ale i tak jesteś moją Kate i nawet kolor twoich włosów nie zmieni cie. - poglaskałam mnie po włosach.
K- Zostaw! - zabrałam mu ręce z mojej głowy.
M- Dobra... Spokojnie...
K- Sorki.
M- Wiesz co?
K- Nie, nie czytam wyslach.
M- Chyba idę spać. Nie wiem jak ty.
K- Ja też. Nie będę się dłużej patrzyć na to zjawisko paranormalne na mojej głowie. Eh... - westchnęłam położyłam się na łóżko.
M- Dobranoc. Green.
K- Mike!
M- Nie mogłem się powstrzymać... Hehe...
K- Ty wiesz, że ja cie mogę ku*wa zabić?
M- Nom... I co z tego powodu?
K- Idź juz spać!
M- Hehehehe....
K- Boże! Foch! - schowałam głowę w poduszkę i próbowałam zasnąć. Po wielu próbach wymagania się z bezsennością,udalo mi się. Praktycznie co chwile się budziłam, bo nasz kochany Mike chrapał gorzej niż maszyny budowlane xD Mówiłam mu, żeby nie jadł tyle przed snem, to nie, oczywiście się nie posłuchał... I teraz mam przerąbane ;-;  Rano dostanie takie kazanie, że do końca życia popamieta... Oj popamieta. Gdy się obudziłam, to było tak jakoś po 16.00. Ale długo spałam, znaczy się, ale długo Mike spał. Ja połowę tego czasu przespałam. Postanowiłam zrobić mała pobudkę Mikowi... Hehehehe... Buhahahahaha!!! Wstałam po cichaczu z łóżka, poszłam do kuchni (także po cichaczu), wzięłam z niego wiadro zimnej wody i... To pewnie sami wiecie co zrobiłam.
M- Aaaaa!!!!! Czuję chłód! - wyskoczył z łóżka jak oparzony, dokładnie to na odwrót.
K- To za chrapanie! A i jeszcze kazanie.
M- Że co!?
K- Wszystko.
M- Ale dlaczego!?
K- Nie drzyj się. Ludzi pobudzisz.
M- Jest popołudniu!
K- Spoko, ale teraz radzę Ci przebrać spodnie bo chyba nie chcesz żeby Ci zamarzł. Hahaha!!!! - zaczęłam się śmiać, a Mike patrzył na mnie poirytowany.
M- Ha.. Ha.. Ha.. Uśmiałem się do łez. - poklaskiwał z irytacją
K- Ty nie ja tak xD Kiedy idziemy na obiad?
M- Chyba kolacje.
K- Niech Ci będzie, to kiedy idziemy na obiadokolację? - Mike zrobił faceplam.
  Przebrałam się z mojej piżamkę pandy w story codzienny. Ale jeszcze kazania Mikowi nie zrobiłam, oszczędzić go? Może damy mu jeszcze pożyć. Zaraz, co ja wygaduje! Trzeba go pomęczyć, hahaha!!! W drodze do sklepu, tak go umenczyłam tym moim gadaniem, że na pewno zapamięta to do końca życia xD
K-... O i jeszcze zapomniałam dodać, że...
M- Czy ty nie masz litości!
K- A jak myślisz? - zrobiłam chytry uśmieszeg
M- I po co ja głupoty pytałem.
K- Na czym to ja? A tak, więc... - męczył am go cało drogę do sklepu, a potem z niego do domu. - I to koniec.
M- Dziękuję, ci boże! Dziękuję!!!
K- Mogłabym jeszcze tak gadać przez 3 godziny, ale mnie już gardło boli.
M- Jest! Znaczy się, musisz wziąć paletki na gardło - popatrzył się na mnie wzrokiem opiekuna, chodź w głębi duszy widziałam jak się cieszy. A to drań!
K- Dzisiaj gołąbki e sosie pomidorowym podane ba gorąco.
M- Pychotka. - Juz miał zacząć jeść kiedy pacnęłam go łyżką w rękę. - A to za co?
K- Myłeś łapy?
M- Eee... - wleciał do łazienki i z niej wyleciał -... Tak a co?
K- Smacznego.
M- Mam nadzieje, ze nie dodałaś tam czegoś?
K- Nie. Ja  nie jestem moim kuzynem Dawidem xD
M- Spoko. - zaczął jeść. Ja zrobiłam to samo.
   Gadaliśmy sobie o różnych sprawach. Dawno już tak nie gadaliśmy, zeszło nam tak kilka dobrych godzin. Zorientowałam się, że już jest 21.00
K- Zobacz która godzina. - przerwałam mu.
M- 21.02
K- Ale żeśmy się rozgadali. Trzeba się szykować do pracy.
M- Jeszcze chwila.- zrobił pierożka
K- Godzinka, nie więcej.
M- Jej! Na czym to ja? A tak... - ponownie nam zeszła godzinka, przyszła pora na pracę. Juz zapomniała, że moje włosy miały inny kolor. Ale w pracy to mi się przypomniało.
K- Hejka chłopaki!
F- Siemka... Hehe...
J- Co ci się stało z włosami? - nie mogło powstrzymać się od śmiechu.
K- Tak, tak, wiem, fajny kolor, nie musicie mi mówić, a teraz pora na pracę. - Jeremi spoważniał, ale rudy robił się czerwony. - Pozwalam ci na smiech. - popatrzyłam na Fritza.
F- Hahahahahaha!!!!!
K- Skończyłeś?
F- Juz... - popatrzył się na mnie i znowu zaczął się śmiać- Albo jeszcze nie.
M- Chodźmy do biura.
J- Okej. Fritz! - walnął go w łeb a rudy się uspokoił.
K- To co chłopaki? Zaczynam.
F- No. Ale załóż czapkę.
K- Cholera! Rudy! Morda!
F- Dobrze...
K- No!
   Złapałam za tableta i sprawdzałam kamery. Miałam nadzieję, że ta gnida mi nie wyskoczy na mordę. Juz to przerabialiśmy kilka razy.
K- Nie widzę SP na kamerach.
M- A wentyle?
K- Sprawdzam. Ku*wa. Blokuj. Blokuj. Blokuj. Blokuj. - cały czas naciskałam przycisk Blokuj na tablecie. - Uf... Zablokowany... Cholera... Znowu go nie widzę.
F- Sprawdź swoje włosy.
J- Rudy! - ponownie do walnął w łeb.- Sprawdź nasze najbliższe pokoje.
K- Mowie, ze nigdzie go nie ma!
M- Eee.. Kate...
K- Nom.
F- Za...
M-... To...
J-... Bą.
K- Co? Aaa.. SP? - pokiwali głowa ze tak. - Szłodko... - powiedziałam z irytacją.
SP- Hejka... Kate? To ty?
K- Nie drzewo.
SP- Twoje, włosy, są, zielone...
K- Amerykę odkryłeś... - poklaskiwalam
SP- Haha... Hahaha!!!
K- I jeszcze robót będzie się ze mnie śmiał!? Dziękuję bardzo...
F- Pasują jej te włosy, co nie SP?
SP- Tak.  Hahaha! - SP podszedł do rudego j obaj zaczęli się ze mnie śmiać.
K- Jakbyś bym miała przy sobie moja siekiere to już byś leżał z nią wbija w głowę. Ale je nie mam to masz szczęście.
SP- Tera zostałem naprawiony, wiec mam więcej możliwości.
F- Na przykład?
SP- Śmianie się bez końca! Hahahahahaha!!!
F- Ja też! Hahaha! - Mike K Jeremi patrzyli z niedowierzaniem na tę dwójkę. Ja tez.
K- Mam was dosyć! Wychodzę! - stałam przy drzwiach kiedy tak nagle, z dupy wskoczył mi BB na ryj.
K- Ku*wa! - upadłam na ziemię. Nie zauważyłam, że na ziemi jest wylany olej, który rynku leciał z SP
K- Nie no, zaje*iście! - miała końcówki włosów całe w oleju... I co jeszcze!? Rudy i SP tak się ze mnie ryli, że miałam ochotę ich tam poroztrzaskać na małe drobiazgi!!! Wyszłam z biura, szłam korytarzem, nie wiedziałam gdzie idę, poprostu szłam przed siebie. Zobaczyłam tam drzwi których wcześniej nie widziałam. Weszłam do nich. Drzwi się za mną zatrzasnęły.
K- Halo? Jest tu ktoś? - słyszałam kogoś. - Proszę nie robić sobie ze mnie jaj! Już dzisiaj wystarczająco dużo przeszłam. - wyciągnęłam swój telefon i włączyłem latarkę. Ten pokój był co najmniej dziwny... Wszędzie walały się śruby, klucze, śrubokręty, praktycznie wszystko. Ten pokój był strasznie duży! Albo mi się to tak wydawało... Wydawało mi się, że szłam coraz niżej, i niżej... W końcu zobaczyłam jakaś postać stojąca w cieniu, zaświeciłam na nią latarką, nikogo nie było.
K- To dziwne. - Za wróciłam, żeby iść do wyjścia. Ponownie zobaczyłam te postać. Teraz szybka zaświeciłam na nią latarką, to był jakiś demon, on przypominał.... Mnie?
K- Kim ty jesteś??? - patrzyłam się na niego.
G(demon) - Jestem tobą... - jego głos obijał się echem.
K- To nie możliwe. Ja stoję tutaj! A ty stoisz tam.
G- Jestem tobą w złej postaci...
K- Okej... Nie wnikam. Ale dlaczego?
G- Wszystko jest możliwe... Hahaha...
K- Ja już skończyłam, teraz idę do chłopaków.
G- Czy to nie przypadkiem przez nich tutaj trafiłaś??? - usłyszałam obok ucha.
K- Tak, ale już mi przeszło.
G- Nie jestem tego taka pewna... Haha...
K- Co ty możesz widzieć?
G- Jestem tobą... Wiem co teraz czujesz...
K- Spoko, ale mam nadzieje, ze nie jesteś przy mnie cały czas?
G- Ja jestem przy tobie cały czas, ale widzisz mnie dopiero wtedy kiedy jesteś zła... Ano tłumisz w sobie złość... Ja jestem po to, żeby Ci pomóc...
K- Pomoc się zemścić? Pomoc się wkurzyć!? Podziękuję takiej pomocy!
G- You're bad....
K- Trochę, ale nie teraz!
G- You're killer...
K- Ja wychodzę! Narazie! - Szłam cały czas i nie mogłam dotrzeć do wyjścia.
G- You're...
K- Przestań gadać tylko mi powiedz gdzie tutaj jest wyjście!
G- Z tąd nie ma ucieczki... Hahaha!...
K- Miło to słyszeć, ale chłopaki się o mnie martwią.
G- Czyżby?
K- No. Teraz pokaż gdzie jest wyjście.
G- ja wiem, że jesteś wkurzona, pokaż to im... You are bad...
K- Z niż się dogadać jak z księdzem o msze. Powiedz mi jak z tąd wyjść!
G- nie.
K- Cholera! Bo jak się wkurze!
G- Ty już jesteś wkurzona.
K- O matko!
*perspektywa Mika*
  Postanowiłem poszukać Kate, Bóg wie co on teraz robi, może coś sobie zrobiła? Martwię się o nią... A z rudy sobie później porozmawiam. Szedłem korytarzem i krzyczałem.
M- Kate! Kate! Kate!
*perspektywa Kate*
   Usłyszałam wołanie Mika.
K- widzisz, szukają mnie.
G- Tylko Mike... A reszta?
K- Pewnie z nim  jest.
G- Nie jestem tego taka pewna...
K- Bo ty wiesz!
G- Właśnie, że wiem.
K- Właśnie, że nie.
G- właśnie, że tak!
K- Właśnie, że nie.
G- właśnie, że tak!!!
K- Będziemy się tak kłócić?
G- matko... - znowu słyszałam wołanie.
K- to ja spadam. Narka.
G- Idź w Cholere!!!
K- Dzięki. A którędy?
G- Skręć w lewo a potem ciśniesz prosto.
K- Dziękuję! - pobiegłam do Mike, wyszłam z pokoju i rzuciłam się na niego.
M- Gdzie byłaś? Martwiłem się.
K- Zwiedzałam Pizzerie. To co idziemy do biura?
M- Okej. - weszliśmy do biura, gdy tylko ta dwójka niedorozwinętych ludzi i robotów mnie zobaczyła to znowu zaczęli się śmiać.
M- Jeszcze wam mało!?
F, SP- No. Hahaha!!!
K- Mike... - złapałam się za głowę.
M- Kate!
K- Wiedzę ciemność...-strasznie zaczęła mnie boleć głowa, to ból nie do opisania. W końcu przestała mnie boleć, a w głowie miałam słowa " Kill All" tylko nie ona, czego ona tutaj chce!? Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam...
Słuchajcie.
W komentarzach piszcie co Kate mogła zobaczyć.
Ja już wiem na 100% 
Ale czy WY wiecie?
Tego dowiecie się w kolejnym rozdziale.
Ja się z wami żegnam ^^
Papatki!!!!

PS: Chciałam wam podziękować za prawie 5,5 tysiąca wejść na mojego bloga!!!
Nie wiem jak wam podziękować...
Meże poprostu coś dla was namaluje?
Piszcie w kom :3
Dziękuję za taką obecność.

środa, 5 sierpnia 2015

#21 Nie ma to jak CS GO w pracy xD

Dziś trochę mnie poniesie xD
Dopiero wróciłam z 8-godzinnej podróży do domu ;-;
Ale jestem crazy i pisam to dla was xD

   Rudy patrzył się na mnie pytającym wzrokiem "O co ci chodzi?" Ja nie chciałam mu powiedzieć, ale musiałam...
K- Rudy... To byłam ja!
F- C...Co?!
K- Nie co tylko tak...-popatrzyłam się na niego moim poważnym wzrokiem 
F- Ty sobie jaja ze mnie robisz?-powiedział nie pewnie, podeszłam do niego i pierdo*nęłam go w ryj.
K- TAK! JAJA SOBIE ROBIE Z TEGO, ŻE MASZ SERDUSZKO NA RAMIENIU!
F- Ała! Ale... Przecież... Ty miałaś brązowe włosy...-masował się po bolącej gębie
K- Miałam ale sie zmieniły! OK!? Dojrzewałam...
F- S..Sorki...-gapił się na ziemie. Zapadła niezręczna cisza.
   Słuchajta! Powiem wam całą prawdę. Albo nie! Poczekacie sobie xD
M- Kate...-podszedł do mnie zakłopotany.-Ty byłaś brunetką?
K- Nie jednorożcem!
M- Spoko! Tylko chciałem wiedzieć!
K- Nie krzycz!
M- Uspokój się!
K- Cholera...- pocałował mnie, można powiedzieć, że to mi odrobinę pomogło :3
M- Koniec...
K- Dobra. Mam durnowaty pomysł! Weżmy się do pracy.
J- Okej...- ale on głupio wyglądał xD Był taki zakłopotany. Wyglądał gorzej niż koza xD
   Zaczęliśmy prace. Springtrap się na prawdę jakoś dziwnie zachowywał... Tak jakoś, straszniej...Siedziałam sobie na moim tablecie i grałam sobie w CS'a GO. -JEST!!!!- krzyknęłam na całą pizzerie, chłopaki się na mnie popatrzyli.
K- Mam nowy rekord w pou. Heh...
M- Spoko.
   Myślałam, ze sie wyda xD Trudno. Skończyłam sobie granie. Miałam już odłożyć tablet gdy tu nagle tak z dupy wyskoczył mi BB na morde!
K- Ku*wa!-spadłam, z fotela-  Je*aniec! jeszcze cie dorwe!!!-śmiali się ze mnie po cichu- I co się ryjecie.-burknęłam. 
M- No bo ty tak słodko wyglądasz...
K- Ja ci zaraz pokaże 'słodkość'.-podchodziłam do nich powoli, jak się bali xD mieli takie wystraszone miny._ I co? Teraz to boidupy się z was zrobiły. Hm?-Mike kazał mi się odwrócić. Zobaczyłam tam Springa z siekierą ustawioną na mnie. Trochę się go wystraszyłam... Normalnie to teraz bym mu je*ła w morde, ale nie zrobiłam tego.
S- Witaj Kate.-uśmiechnął się i już miał mi wbić siekiere, gdy nagle wypadła mu z ręki (wiadomo, przecież to blaszak) Miałam okazję, chwyciłam siekiere, podnieosłam ją do góry a w mojej głowie siedziały szepty kill he...  Nie mogłam się powstrzymać i wbiłam mu siekiere w brzuch, powiedziałam po cichu i hope you kill (czy jakoś tak xD) Popatrzyłam się na robota potem na chłopaków i znowu na robota.
K- No co? Straszył mnie.
J- Jak ty to zrobiłaś?
K- Co? To? Jakoś wyszło.-usiałam na fotel i zaczęłam znowu grać, ale tym razem w GTA V. - Czy tylko ja się nie boje tych animatroników?
M- A jak zobaczyłaś BB (Balloon Boy jakby ktoś nie wiedział xD) to aż spadłaś z krzesła.-zaczął się śmiać.
K- Ha...Ha...Ha... Ale smieszne. Wiecie co? Chyba zafarbuje się za brązowo.
J- Jak chcesz.
F- mi to rybka.
K- Yey...
K- Ale macie radoche.-Springtrap leżał sobie na podłodze, chyba trzeba go naprawić xD- Mike, zabierz ekipe i naprawcie blaszaka.
M- Teraz?...
K- Nie w grudniu po połuniu. Marsz!
J,F- Okej! Mike chodź.
M- Dobra...-poszli do Parts&Servis i próbowali go naprawić.
   Strasznie mi się nudziło, zadzwoniłam do Werki.
W- H...Halo? Jaki pierdzielniec dzwoni o tej porze!?
K- Twój pierdzielniec.
W- Ketusia!(Kejtusia) Co tam u ciebie?
K- Siedze w pracy i nie mam co robić, a do końca zostało 5 godzin.
W- To co ja mam zrobić?
K- HM???
W- Już idę.
K- Jak ty mnie dobrze znasz xD- minęło kilka minut, a Weronsia stała w biurze.
W- Jeste!
K- Witam.-obruciłam się powoli na fotelu i głaskałam mojego pluszaka Pandę- Jak miło znowu panią widzieć...
W- A mi nie xD
K- Super, ze przyszłaś!-podeszłam do niej i ją uściskałam.
W- Nie tak mocno. To co? Co mamm robić?
K- Czekamy na chłopaków.-zrobiłam mój szyderczy uśmieszeg złoczyńcy.
W- Czyli, że... Teraz przegięłaś, niech no cie tylko dorwe!
K- Najpierw mnie złap! Buhahahah!!!!-zwiałam jej, biegłyśmy tak przez pizzerie. Wyszysto było rozwalone, wyglądało jakby przeszedł tytaj huragan! (no bo w końcu przeszedł, jak my dwie biegniemy to jest jakaś masakra) Wbiegłam specjalnie do pokoju w którym byli chłopaki.
K- MORDY!-zamknęłam za sobą drzwi, wyglądałam jak szajbuska uwolniona z zoo
M- Co..
K- MÓWIE MORDY!-było słychać dowalanie się do drzwi, zrobiłam lekki uśmieszek- Jeremi, podejdź no tutaj.
J- To będzie boleć?
K- Nie...hehe 
J- Dobra...-podszedł, jak był wystarczająco blisko to otworzyłam drzwi. Wercia wpadła do pokoju i rzuciła się na Jeremiego w myśli, że to ja xD Położyli sie na ziemie.
J- Weronika???
W- Jeremuś!? Sorki, ja nie chciałam...
J- Nic się nie stało. Heh... 
W- Heh...-podstaliłam nogę pod rękę Werki i ją odsunęłam, przez to pocałowali się ♥
J- Dobrze całujesz.
W- Ja... Ja... Poważnie?
K- Weronisia sie mizia ♥ Ludzie uwaga!!!-cmoknęłam w jej strone.
J- No...
W- Ja musze coś załatwić, pa!
J- Cz...Cześć.-Moja BFF za mną ganiała, ale tym razem mnie dogoniła xD
W- Mam cie!
K- Chyba mi nie zrobisz krzywdy?
W- Za długo się znamy, żebym ci coś zrobiła poważnego.
K- Dobra, ja już jestem zmęczona, nie wiem jak ty.
W- Masz kakałko?
K- No. Chodź do biura.
*perspektywa Mike*
  Ale się działo xD Masakra. Jeremi leżał dalej na podłodze i wzdychał, jaki romeo xD. Ja z rudym wzięliśmy się do pracy. Trochę był problem... Miał cały brzych rozwalony, trzebabyło zamówić nowy.
M- Ty! Marzyciel! Dzwoń po nowy brzuch.
J- Ah...
M- Weż coś z nim zrób.
F- Ok-podszedł do niego i powiedział- Jeżeli zamówisz brzuch do Springtrapa to umuwie cie z Werką.
J- GDZIE TELEFON!!!!!!
M- Tutaj.-rzuciłem mu fona.
*perspektywa Kate*
   Szłyśmy sobie spokojnie do biura zrobić sobie kakałko.
K- Podasz mi czainik?
W- A gdzie leży?
K- Za tobą.
W- Aha!
K- Ktoś jest tutaj roztargniony...Hahaha....
W- Ale śmieszne. To twoja wina...
K- Że Jeremi powiedział, że dobrze całujesz? Tak to moja wina.
W- Nie o to chodzi...
K- To o co???
W- No bo ja Jeremiego bardzo lubię, ale nie wiem czy jestem gotowa na związek...
K- Nie przejmuj się... Bedzie dobrze, Jeremi to fajny chłopak, poradzicie sobie.
W- Dzięki.
   Zrobiłyśmy sobie kakałko, a ja wróciłam do pracy. Zdjęłam tablet i ponownie wyskoczył mi BB na morde, tym razem wylał mi moje kakałko... Tego było za wiele!!!!
K- Widziałaś skurczybyka! Widziałaś!?
W- Ee... No.
K- Teraz jak mi wyskoczy to porzałuje!
W- Ehem...
K- Ehem to on będzie miał na mordzie!
W- JAkim sposobem hcesz go złapać, jeżeli on jest halucynacją?
K- Eeee.... Cholera!
W- No...-przyszli chłopaki. Jeremi w skowronkach.
J- O! Werka, nie wiedziałem, że jeszcze tu jesteś.
W- A jednak jestem, ale już sie zmywam. PAPA!!
J- Pa... Ah..- Wercia wyszła.
M- O 6.00 AM w końcu!
K- To ja z Mikiem idziemy do domu a wy idziecie tam gdzie...macie...iść.
F- Nara! I dzięki za tatuaż.
K- Nie ma za co xD
J- Pa.
   Wyscy sie rozeszli. Poszłam do domku, analazłam tam gdzieś farbę do włosów o kolorze brązowym, postanowiłam sie przefarbować! Minęło pół godziny kiedy sie to wszystko ogarnęło, wypłukałam resztę farby i wysuszyłam włosy. Podeszłam do lustra. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, zamiast brązowych włosów miałam....

Tutaj macie pomyślec jaki mozę mieć kolor xD
Ja jeszcze nie wiem tak na 100%
Papatki ♥


sobota, 1 sierpnia 2015

#20 OMG!!! O.o

W końcu kolejny rozdział xD
Ostrzegam, ze trochę długi xD

   Stałam pod drzwiami i darłam się tak mocno, że chyba sąsiedzi słyszeli.Vincent do pnie podszedł i zaczął mną potrząsać.
V- Kate!!! Uspokój się!!!
K- Dobra, ale przestań tak mną trząść!-ledwo powiedziałam
V- Sorki. Chyba sobie poszedł. Mamo, teraz powiedz jak to się stało.
J-  Więc, ojciec pytał się mnie gdzie byłam i z kim, odpowiedziałam mu, że byłam u was,  ale nie powiedziałam mu z kim. 
K- I co dalej?!-powiedziałam wkurzona.
J- Złapał mnie za gardło i przybił do ściany, udało mi się uciec, ale chyba wiedział, że spotkałam się z Vanessą...
V- Teraz to przegiął.
K- Już dawno przegiął!!!!-znowu uniosłam głos
V- Co masz na myśli???
K- Śniło mi się, że ojciec zabił dzieci. I moją przyjaciółkę...
V- Co???
K- Sam mi to mówiłeś.
V- CO!???!!
J- Kate mówi prawdę...
K,V- CO!?!?
J- To się wydarzyło...
K- Ha! Miałam racje! Co? Ja miałam rację?
J- Tak.
V- Czekajta. Bo nie kumam (Vincent 2015 xD)
K- Opowiem ci wszystko w szczegółach.- opowiedziałam mu cały swój sen.
V- O ku*wa...
J- Vincent!
V- Sorki, ale musiałem...
K- Mamo, może ty dzisiaj będziesz u nas spać?
J- Dobrze. Muszę trochę odpocząć od niego.
K- Mike. Pościel kanapę dla mamy.
M- Dobrze.
   Porozmawialiśmy jeszcze chwilę z mamą, widziałam, że jest wyczerpana więc powiedziałam jej, żeby się położyła, tu jej nic nie groziło. Sama poszłam spać. Śniła mi się moja podstawówka, kiedy dostałam pierwszego napadu i nie wiedziałam co się ze mną działo. To było okropne. Na szczęscie obudziłam się w samą porę na śniadanko ^^ Zobaczyłam mamę w kuchni.
K- Dzień Dobry!
J- Hejka.
K- Co mamusia gotuje?
J- A jajecznice. Co? Głodna?
K- Troche... Heh. Rozłożę talerze.
J- Dobrze.-poszłam do salonu.Vincent spał, postanowiłam mu zrobić chłodną pobudkę. Buhahaha!!!!Wzięłam szklankę z zimną wodą i już miałam na niego wylać gdy pomyślałam sobie -Zaraz. Co ja robie? Przecież w pokoju mam wiadro xD- Wylałam na niego całe wiadro!
K- Pobudka!!!
V- AAA!!!!! Co ci odwaliło kobieto!!!
K- Nie kobieto ale psychiczny człowieku! Hahahaha!!!!
V- To nie jest śmieszne...-był wkurzony 
K- To dlaczego ja się śmieje?
V- Bo jesteś psychicznie chora???
K- Ha...Ha...Ha... I kto to mówi? Dobra, składaj tę kanapę do śniadanie czeka.
V- Dobrze. Ale jutro się nie dziw kiedy się obudzisz ...
K- Bla.Bla.Bla. Składaj i nie gadaj!
V- EH!
M- Siemanko! -przyszedł mój śpioszek xD
K- Jak się spało? Bo Vincusiowi się jakoś mokro xD
V- Nie odzywaj się!
M- Dlaczego on jest mokry?
K- Hm...-pokazałam wiadro
M- Aha...
V- Dajcie mi spokój!
J- Śniadanko podano. Vincuś?
V- Mamo...Nie komentuj.
J- Dobrze. Chodźcie zanim wystygnie!
   Zjedliśmy sobie śniadanko, nie ma to jak u mamy... Ja z Mike'iem poszliśmy sobie na spacerek. Mama została w domu i nie wiem po co zaczęła w nim sprzątać xD Chociaż jej mówiłam, że sobie poradzę to musiała posprzątać. Słyszałam jak Vincent umawiał się z Domi ♥ Oj będzie się działo...
*perspektywa Vina*
   Znowu miałem się spotkać z Domi. Mam nadzieję, że tym razem nikt się nam nie wpiepszy! Czekałem na nią pod miejscem naszego spotkania. Coś długo jej nie było, usiadłem na ławkę i czekałem. Ktoś zakrył mi oczy. Nie wiedziałem kto to. Może Domi? 
D- Zgadnij kto to?-Słyszałem jej głos, złapałem ją za ręce i przewróciłem tak, żeby wpadła w moje ramiona.
V- Zgaduje, że to Domi.
D- Miałeś racje. Heh...
V- Sorki trochę mnie poniosło.
D- Nic się nie stało. To co idziemy???
V- Pewnie. Tylko mam nadzieję, że nikt nam nie przeszkodzi. Tak jak ostatnio.-uśmiechnąłem się do niej.
D- Ja też mam taką nadzieję...
V- Opowiedz mi troche o sobie.
D- Więc, przeprowadziłam się tutaj z rodziną, ponieważ miałam tam problemy w szkole...
V- Mi możesz powiedzieć-obiąłem ją w pasie.
D- Moi koledzy mi dokuczali, koleżanki się ze nie nabijały...
V- Ale już po wszystkim.
D- Tak. Tylko Max tak mnie wkurza! Cały czas do mnie pisze i do mnie przyłazi.Myśli, że ja do niego wróce, nie ma mowy!!!
V- Rozumiem cię.
D- Tak?-popatrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem
V- Znaczy się, za młodego dziewczyny za mną szalały, ale żadna nie była taka wyjątkowa jak ty. Wszystkie to były laleczki Barbie, a ty... Ty jesteś jedyna w swoim rodzaju.-zaczerwieniła się
D- Heh... Vincent, nie słodź...
V- Ale ja mówię prawdę. Tylko zawsze kumple myśleli, że ja jestem taki romantyk i jestem jak baba bo w wieku 13 lat moje włosy zmieniły kolor na fioletowy. Na początku wszyscy na mnie mówili 'gej' 'pedał' 'laleczka barbi' 'romantyk' aż pewnego dnia prawie zabiłem jadnego z kolegów, od tamtej pory trzymali się ode mnie z daleka, a dziewczyny lepiły się do mnie jak pszczoły do miodu!
D- Miałam się ciebie spytać.
V- Tak?
D- To ten kolor włosów to naturalny?
V- Nie no, ty też!
D- No przecież żartuję. Chodź.
V- Dobrze.
   Robiło się już Ciemno. Odprowadziłem Domi do domu, dała mi całusa na pożegnanie. Szedłem sobie spokojnie ulicą. Coś się poruszyło w krzakach.
V- Kto tam jest?-nikt się nie odezwał-Nie róbcie sobie ze mnie jaj!-z krzaków wyszedł...tam.dam.dam!!!!...ojeciec
(Ojciec)O- Hejka synku. -podszedł do mnie od tyłu (bez kom xD) i przyłożył mi nóż do gardła.
V- Ty mnie nie zabijesz! Nie dasz rady.
O- Ja cie nie zabije, ale ty owszem...
V- Co!?Nie ....Nie...Nie...HAHAH!!!Hahaha!!!HAhaha!!!-Wpadłem w szał, popatrzyłem na dom Domi i do niego wszyedłem, mówiła, ża zostaje dzisiaj sama więc wykorzystałem tę okazję. Wpadłem do niej do pokoju. Ja nie byłem sobą...
*perspektywa Domi*
    Siedziałam sobie przy moim szkicowniku, gdy w drzwiach stanął Vincek. Ucieszyłam się na niego widok, ale potem się trochę przestraszyłam, miał on ten swój psychiczny uśmiech i czarne oczy...
D- V-Vincent?
V- A kto skarbeńku??-podszedł do mnie złapał mnie za ręke, przyciągnął do siebie- Teraz się pobawimy. Hahaha....
D- Ogarnij się!
V- Dobrze.- całował mnie. Nic nie czułam, Ale jak skończył to zobaczyłam, że stoję bez koszulki w staniku, musiał mi ją poodcinać kiedy się za mną całował. Cholera!
D- Aaa!! Ty idioto!-wzięłam pierwszą lepszą koszulkę i ją ubrałam.-Co ty sobie myślisz!
V- Ktoś się nie chce bawić. Oj. To bardzo źle...
D- Ty się ze mną nie bawisz tylko mnie denerwujesz!-tupnęłam nogą
V- Nie denerwuj się...-poszerzył uśmiech i powalił mnie na łóżko. Trzymał mnie cały czas za ręce, a ja nie mogłam się uwolnić. Dlaczego go nie walnęłam jeszcze zanim mnie powalił. Durna ja!
D- Przestań do cholery!
V- Nie przestane do póki jeszcze żyjesz...
D- Że co!!?? Ty chyba tego nie chcesz zrobić. Prawda?
V- Ty bezmyślna istotko. Jasne, że chcę.-czułam coś zimnego na żyłach od mojej ręki.- No to co? Dobranoc!-Już miał mi wbić nóż kiedy się opamiętał. Jego oczy wróciły do normalnej postaci, a uśmiech znikł. Złapał się za głowę i padł na kolana.
V- Cholera! Moja głowa!!!
D- Twoja głowa, moja psychika. Co ci odwaliło!?- pomogłam mu wstać.
V- Dzięki.-po chwili dałam mu z pięści w ryj, ale tak porządnie.-A to za co?
D- Za to, że chciałeś mnie zabić i jeszcze za to, że przez ciebie zostałam w staniku!
V- W staniku?-zaczerwienił się.
D- Tak. Siadaj to wszystko ci wytłumacze.
V- Dobrze...
   Wytłumaczyłam mu całe zajście, widać, że był zakłopotany. Zaczął mnie przepraszać, wiadomo, że mu wybaczyłam, wtedy nie był sobą. Potem wyszliśmy na dwór.
V- To ja już będe leciał. Pa.
D- Papapa!!!-Dałam mu całuska w policzek na pożegnanie po czym poszłam do domu.Powiedziałam sama do siebie- Mam chłopaka psychopatę, który jest romantyczny, nawet wtedy kiedy ma napad. Domi ale ty masz szczęście!- Krzyknęłam.
*perspektywa Kate*
   Spacerowaliśmy tak sobie z Mike'iem po okolicy, gdy nagle zobaczyliśmy jak Domi całuje Vincusia. Jakie to było śłoodziaśne. 
K- Ah...-westchnęłam patrząc się na zakłopotanego Vincusia.
V- A co wy tu robicie?
K- Akurat przechodziliśmy, idziesz z nami do domu?
V- E..-Mike pokazywał mi ręką, że chce zostać sam na sam z Kate- Ja wróce sam. Narazie.
K- Jak tam chcesz. To co idziemy?
M- Możemy iść.-Mike obiął mnie w pasie i szliśmy sobie spokojnie kiedy mój telefon nie zadzwonił. Dzwonił Jeremi.
K- Halo?
J- Halo!Halo!Halo! Gdzie wy jesteście!?
K- No w parku.
J- A praca to co? Mam wam przypominać?
K- Cholera! Zapomniałam. To my zaraz będziemy! Narka.-rozłączyłam się
M- Coś się stało?
K- Praca się stała!
M- Zapomniałem.
K- No to lecimy!
   Szliśmy sobie szybko do pracy, na szczęście zdążyliśmy. Zrobiłam wielkie wejście.
K- Witam was chłopaki! Jak tam po urlopie?
J- Przyszli. No siemka, a teraz do biura bo zaraz się zacznie praca.
M- nie tak nerwowo...
F- Siemka.
K- Ee.. My się znamy?-popatrzyłam się tak na rudego gościa, nie przypominał mi Fritza.
F- Kate nie rób sobie jaj. To ja Fritz!
K- A... Fritz? Gdzie masz okulary, gdzie twoja fryzura kujona i gdzie ten szczuplutki rudy!!!!???
F- Stoi przed tobą.
K- Zmieniłeś się-popatrzyłam się na niego zdziwionym wzrokiem.
F- Było się trochę na siłowni, to u fryzjera, to u okulisty i w sklepie.
M- Ło! Stary to się odpicowałeś!
F- No ba.
K- A ty Jeremi? Jak tam wakację?
J- Powiedzmy, że fantastyczne!
M- Gadaj. Wyrwałeś jakąś laseczkę?
K- Mike.-szturchnęłam nim
J- Ja i Werka jesteśmy parą!
K- AAA!!!- Zaczęłam piszczęć z radości!- To gratuluję! Ale dlaczego ona nic mi nie powiedziała??? Ja już sobie z nią pogadam, oj pogadam!
   Zaczęliśmy pracę. Zobaczyłam, że rudy ma na ręce tatuaż w kształcie serduszka. O... Moze się zakochał. Jak to ja, musiałam się spytać co to jest?
K- Rudy!
F- No?
K- Słodziutki tatuaż.
F- Jaki tatuaż?
K- No ten co masz na ręce.
F- To blizna geniuszu.
K- Blizna w kształcie serduszka?
F- Rodzice mówi, że to zrobiło mi się w podstawówce.
K- W... PODSTAWÓWCE!!!!!
F- No przecież mówie.
K- Nie... 
M- Kate. Co ci znowu jest?
K- Nie... Ja... Ja...Wiem...Kto to ci zrobił...-przełknęłam ślinę

No misiaczki
Trochę się rozpisałam xD
Pepsi źle na mnie działa...
Obiecuje, że więcej nie będę pić Pepsi przed pisaniem rozdziału!
Nie wiedziałam jaki dodać tytuł, więc jest ten co jest xD
PAPATKI ♥