środa, 23 listopada 2016

Rozdział I

Przez dłuższy czas stałam nieruchomo. Strach mnie sparaliżował. Nie mogłam oddychać...

Jedynie patrzyłam w pustą przestrzeń pojawiającą się przede mną.

Kiedy dotarło do mnie, co się właściwie stało.. Zaczęłam biegać po mieszkaniu i zamykać wszystko jak leci. Usiadłam w kącie pokoju z Mariankiem (misiu) i kocykiem. Kołysałam się lekko powtarzając w kółko.

- To nie p-prawda... To nie prawda...
Drżącą dłonią wykręciłam numer do Vanessy.

- Błagam odbierz... - jeden sygnał, drugi, trzeci..

- Kate, spokojnie - usłyszałam ją po chwili. Starała się, aby jej głos nie drżał, jednak dało się wykryć niepokój - Jadę do Ciebie. Vincent również niebawem się zjawi.

- J-Ja się boję... - rzekłam zaciskając dłoń na telefonie. - Van... Boję się...

- Pięć minut i jestem. Obiecuję.

- D-Dobrze... Wiesz którędy wejść. Vincuś też wie. Uważaj na siebie... - Mój ton głosu stawał się coraz cichszy. Skuliłam się bardziej i zamknęłam powieki. Kate. Spokojnie. ON tu nie przyjdzie..

Vincent

Nie mogłem stać bezczynnie. Vanessa już była w drodze, ja tak samo. Nie pozwolę aby coś im się stało. Trzymałem kurczowo dłonie na kierownicy oglądając się, czy za zakrętem nie czyha ON. Dojadę. Dam radę... Próbowałem się uspokoić.
Podjechałem pod dom Kate, a zaraz po mnie Van. Weszliśmy "tylnym wejściem" do mieszkania. Cisza w tym wypadku była nieznośna...

- Kate? Kate jesteśmy.

Kate

Wybiegłam z pokoju i wtuliłam się w brata. Trzymałam go mocno.

- J-Ja nie chce tego... - z oczu poleciały mi łzy. Vin spojrzał smutnym wzrokiem na Van i zaczął głaskać mnie czule po główce.

- Spokojnie. Nic nam się nie stanie.

- Do tego ojciec nie wie, gdzie aktualnie mieszkamy.

- I ma tak pozostać. - Odezwał się nasz brat.

- ON nie spocznie póki dalej jesteśmy... Znowu będzie TO robił... - Zacisnęłam dłonie.

- Siostra. Już. Uspokój się. Nie pokazuj, że się boisz. - Tak... Nie pokazuj... Sam mówił przerażonym tonem.

- Weź mi nie przypominaj TEGO - odezwała się Van. Pamiętam, jak znalazłam ją z ojcem w piwnicy. Przeciął jej skórę wzdłuż kręgosłupa. Do dziś ma bliznę... To był drastyczny widok. Nie zapomnę go.. Nigdy..

- Nie chce tego znowu przeżywać! - krzyknęłam.

- Kate. Nie podnoś głosu. - popatrzył na mnie Vin.

Czy to moja wina, że tak źle to znoszę!? Czy to moja wina, że mam tego dość!? Czy to moja wina, że nie chce do tego wracać!?

- Nigdy!

- Kate... - Vin złapał mnie za ramiona.

- Uspokój się. Wiem, że to ciężkie, ale damy radę. Raz nam się udało, to drugi też. Prawda? - popatrzył na Van. 

- Po prostu policja musi go jak najszybciej złapać... - westchnęła. - Do tego momentu musimy przetrwać.

- Trzeba się gdzieś ukryć i jak najmniej pokazywać. - zasugerował.

- Mhm... - kiwnęłam głową, choć nie wierzyłam w szybkie jego złapanie. W końcu... Nie od wczoraj jest seryjnym mordercą.

- A nielepiej udawać, że nic się nie dzieje? W końcu po to się przeprowadziliśmy, aby nie być kojarzeni z NIM, chodź po dzisiejszych wiadomościach mogą zacząć się domysły i pytania. Mogę również zapytać policji, czy nie zapewnią nam dodatkowej ochrony przed ojcem...

- A czy policja pomoże mordercom...? - popatrzyłam na siostrę.

- Wszystko by było okey, ale sama wiesz jaka jest sytuacja. Im nie zaszkodzi to, że zginie jeden morderca, drugi czy trzeci. Będą mieli mniej roboty. Więc plusy, idą na ich korzyść. Nie na naszą...

- Nie ma na to żadnych dowodów, bo jesteśmy ostrożni. Są to tylko policyjne plotki... jednak mogą iść na naszą niekorzyść - oparła się o ścianę i pomasowała skronie.

- Lepiej dmuchać na zimne. Nigdy nic nie wiadomo. Zawsze znajdzie się jeden taki, który będzie przeciwko tobie. - westchnął. - Tego nie przewidzisz.

- Więc... Co my teraz zrobimy? Nie mamy nawet zielonego pojęcia gdzie ON się znajduje.. - popatrzyłam na rodzeństwo. 

- Musimy się podzielić na jakieś zmiany. Doba ma dwadzieścia cztery godziny, a nas jest trójka. To daje każdemu z nas osiem godzin snu, kiedy pozostała dwójka będzie pilnować mieszkania. Dlatego też myślę, żebyście na ten czas się przenieśli do mnie. - głos Van był pewny siebie, ale dało się wyczuć nutkę niepewności. 

- To dobry pomysł. - powiedział Vini. 

- Mhm. - kiwnęłam głową. 

- Jeżeli uciekł 2 godziny temu, a droga z tamtego więzienia do nas wynosi około 50 km, to wiadomo, że najprawdopodobniej znajdzie nas za dwa góra trzy dni. Ale licząc jeszcze jego umiejętności... Można spodziewać się gościa już jutro. - Vincent popatrzył na nas wymownie.

- W takim razie wy się spakujcie, a ja w tym czasie pojadę przygotować mieszkanie - poszedła do mnie i mnie przytuliła. - Trzymaj się Kate. Zobaczymy się u mnie.  - prędko wyszła z domu. Po chwili było słychać silnik oddalającego się motoru...

- Szybko! Na co czekasz!? Nie ma czasu! - podziałam głośniej, niż zaplanowałam. Wbiegłam do pokoju i zaczęłam się pakować. 

Vincent

Spakowałem jedynie najpotrzebniejsze rzeczy do poręcznej walizki. Wszedłem do salonu i popatrzyłem na okno. Przyszły mnie ciarki... Tam nikogo nie ma... Nie zdążyłby. Wziąłem głęboki oddech i pozwoliłem uciec złym myślą z mojej głowy. 

- Jesteś gotowa? - spytałem Kate. - Siostra? - spytałem po dłuższym milczeniu. Wbiegłem do pokoju i zobaczyłem ją. Pochylającą się nad starym jak świat pluszakiem królikiem. Poniszczonym...  - Zostaw go. Musimy iść. 

Kate

Każde wspomnienie wracało na nowo. Przełknęłam ślinę. 

- Gotowa.. - powiedziałam i w tajemnicy przed bratem spakowałam króliczka. Podeszłam do niego. 

Po minucie siedzieliśmy w samochodzie. Vin odpalił niespokojnie auto i odjechaliśmy spod mieszkania. Patrzyłam na drogę wystraszona. Nigdy się tak nie bałam... Nigdy... 

Po stresujących kilku minutach pojechaliśmy pod mieszkanie Van. Zabrałam walizkę i szybkim krokiem udałam się w stronę drzwi. Czułam na sobie miliony par oczu, wpatrujących się we mnie. Szłam, nie oglądając się za siebie. Słyszałam jedynie kroki Vinca stąpającego za mną. Zapukałam tak cicho jak tylko było to możliwe, nie chcąc zdradzić swojego położenia. 

Chwila ciszy. Przekręcany klucz w zamku...

- To wy - siostra zdobyła się na nerwowy uśmiech i nas wypuściła.

Wyszliśmy bez słowa. Zajęłam miejsce na fotelu przytulając Misia. Skuliłam się... To mnie przerasta... 

Vincent 

Zacząłem nerwowo chodzić po salonie trzymając się za głowę. Myśl... Myśl... Myśl... Jak można się go pozbyć raz na zawsze? Dzwonek do drzwi. Spojrzałem z lekkim przerażeniem na Vanesse. 

Vanessa

Ruszyłam powoli w kierunku drzwi. To nie może być ON... za mało czasu minęło... wzięłam głęboki oddech i spojrzałam przez wizjer... Idiota... odetchnęłam z ulgą i otworzyłam drzwi.

- Co ty tutaj robisz...? - popatrzyłam na Fritza. 

- Miałem po ciebie przyjść... - odpowiedział z głupim uśmiechem. - Zapomniałaś? 

- Nigdzie z tobą nie idzie! - usłyszałam oburzony krzyk Kate. 

- Zafturuje mojej siostrze! - dopowiedział Vinc. 

- Widzę, że masz gości... Heh... 

- Przepraszam, ale raczej z tego nici - westchnęłam. - Zostaję z rodzeństwem u mnie i nigdzie indziej się nie ruszam.

- Rozumiem. - podrapał się po głowie. - Przełożymy to na kiedyindziej. Dobrze?

 - Pewnie - przez chwilę się zawahałam. - Jak chcesz możesz wejść...

- Jeżeli nie będę przeszkadzał... - wszedł i zamknął za sobą drzwi. Czuł się nieswojo. Eh... Weszłam do salonu połączonego z kuchnią.

- Chcecie coś do picia? - spytałam.

- Ja dziękuję. - Powiedziała Kate. 

- Ja również podziękuję. - Rudy uśmiechał się do mnie.

- Vincent? 

- Nie. - jego odpowiedź była krótka. 

Wróciłam do salonu i usiadłam na kanapie. O planie nie będziemy dyskutować, bo jest tutaj Fritz... lepiej, że żyje w niewiedzy.

Kate

Włączyłam telewizor. Może mają jakieś świeższe informacje... 

- Pogoda... Pogoda... Teleturniej... Mecz... Pogoda... Nic o nim. - westchnęłam. 

Czyli będziemy czekać nie wiedząc zupełnie o niczym? ZUPEŁNIE!? Nie godziłam się na to! To nie tak miało być... 

piątek, 18 listopada 2016

RUSZYŁA DRUGA LIMITOWANA EDYCJA! JEDYNA W SWOIM RODZAJU I NIEPOWTARZALNA HISTORIA PRZYGÓD FIOLETKÓW! TEGO JESZCZE NIE BYŁO XD - PROLOG

- Co my teraz zrobimy?
- Nie wiem.
- Trzeba uciekać.
- Ale gdzie?
- A jeżeli nas znajdzie?
- Poradzimy sobie.
- Nie wiem...

Kate
Siedząc w pokoju przy biurku zawalona robotą lewych dokumentów, skupiłam swój wzrok na ekranie komputera. Poprawiłam wkurzający mnie od dobrych kilku minut kosmyk włosów opadający mi na czoło. Wzdychając powiedziałam sama do siebie.
- I na co ja się godziłam? 
Męcząc wzrok tysiącami literek, raz usuwanych, raz dopisywanych. Myślałam, nad kolejnym zdaniem.
Wtem czas, mój telefon zawibrował, a ja poczułam szczęście, że mogę w końcu odkleić się od papierkowej roboty. Odsunęłam się od biurka i przeczytałam wiadomość. Nadawcą była Vanessa. Uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy... Lecz... Zaraz zniknął.
- Nie możliwe... - wybiegłam z pokoju, wskakując na kanapę i łapiąc pilota. Włączyłam telewizor i przełączyłam z programu Disney XD na wiadomości. Można było usłyszeć zaniepokojony głos reportera.
- Dzisiejszej nocy zbiegł z więzienia nijaki William Afton. Najgroźniejszy z osób tam przebywających. Nie znamy dokładnego położenia mordercy, ale policja i straże graniczne zajęły się jego poszukiwaniom. Nie znamy również zamiarów mordercy. - zbladłam i wyłączyłam telewizor.
- T-To nie możliwe.. - pilot wypadł mi z dłoni upadając na ziemię i zagłuszając ciszę. 
Siedziałam... Bałam się. Naprawdę się bałam...