sobota, 7 listopada 2015

#28 Bunt (dodatek do części 1)

   — Czemu ja zawsze mam takiego pecha? — warknęłam przez zęby, które były zajęte trzymaniem bandażu.
   Ehh, oczywiście kilka dni, no dobra, może jakieś dwa tygodnie temu odwiedził mnie mój kochany tatuś i ledwo uszłam z życiem. Był strasznie wkurwiony, bo się wydało przed innymi co mi zrobił - idiota. Chciał mnie zabić, ale coś mu nie wyszło. Każde z nas doznało mniej więcej równych obrażeń, ale ja mam przewagę, a dokładniej to taki AS w rękawie. Spojrzałam na nóż z jego krwią... to wykorzystam w momencie, w którym będzie się najmniej spodziewał, ale... fałszywych przyjaciół i całą rodzinkę też wybiję. Tak to jestem super siostrą, ale jak mi się coś dzieje, to nie ma nikogo, kompletnie. A jeżeli chodzi o Rudzielca... też go zniszczę.
    Nikogo nie potrzebuję, tak jak nikt mnie. Jeżeli nikt nie walczy o mnie, to po co ja mam walczyć o innych? Czas się przeciwstawić. Czas pokazać kto tu rządzi! Boją się ojca, ale ze mną nie będzie łatwiej. W tej grze to ja będę rozdawać karty, a wszyscy zatańczą tak jak ja im zagram...
   W końcu skończyłam zmianę opatrunku. Rana była kompletnie czarna, ale co z tego? Otworzyłam skrytkę pod łóżkiem. Broń palna, jakiś toporek, lina... wszystko się przyda. Następnie podeszłam do lustra. Oczy były czarne. Mały kamuflaż, no i gotowe. Nikt nie zauważy, że coś tu nie gra. A może właśnie wszystko jest w całkowitym porządku, bo nie powstrzymuję swojej prawdziwej, może popsutej, natury.
   Wsiadłam na motor i ruszyłam w kierunku jej domu. Nie zajęło mi to za dużo czasu. Otwarte okno, to znaczy, moja szansa. Wspięłam się i... idealnie. Drzwi akurat zamknęły się za Domi – cały salon dla mnie. Zrobiłam ranę na ręce. Usłyszałam fortepian z innego pokoju... ojciec? Zamarłam na moment. Nie mogę się bać. Ja mam swój cel.
"Bona mors est homini, vitae quae exstinguit mala."
    Zobaczymy jak będą chcieli mnie powstrzymać. Zabrałam wszystko co moje i wyszłam. Najwyższy czas pokazać, na co mnie stać...