sobota, 19 września 2015

#26 Nie mam zdania żeby powiedzieć tytuł xD

 Tam Dam Dam!!!!
Witam Państwa po długiej przerwie!!!
Nie wiem czy długiej, ale zawsze przerwie xD
Informuję iż z powodu powrotu do bram piekła
Rozdziały będą pojawiać się rzadziej niż dotąd ;)
Heheszki xD


KATE
   Siedziałam w pokoju... Nie wiedziałam co teraz mam ze sobą zrobić, byłam załamana... Po tylu latach!?!? Przecież on wie, że ja mogę go zabić!!!! I tak sobie nic z tego nie robi... Jaka szmata! (Ha!) Chciało mi się płakać, a za razem... Mordować???... Sama nie wiem. Potrzebuję kogoś z kim mogę porozmawiać, a Weronika wyjechała do rodziny na miesiąc ;-; Zostały mi tylko 3 bliskie osoby: Dominika, Vanessa i Vincent... Może rozmowa z moją siostrą dobrze zadziała na moja psychikę??? Eh... No nie mam pojęcia...Usłyszałam pukanie do drzwi... To MIKE!!!
M- Kate... Otwórz. Możemy pogadać??? - zapytał się.
K- Nie - burknęłam.
M- Dlaczego? Powiedz mi. Co cię dręczy? Kotku... - jak on śmie nazywać mnie 'Kotkiem' !?!?
K- Nie mam ochoty na gadanie... - po chwili dodałam pod nosem. - Szczególnie z tobą.
M- Poczekam na ciebie w salonie. Dobrze?- usłyszałam jak odchodzi. Miałam jedno w głowie. Czekać, aż zacznie się praca...

TAK JAKOŚ PRZED 24:00
(Kate Bogiem zawsze i wszędzie xD)

MIKE
Postanowiłem trochę wcześniej wyjść z pracy. Podszedłem pod drzwi pokoju Kate i powiedziałem.
M- Ja idę do pracy.
K- Dlaczego tak wcześnie?
M- Mam kilka spraw do załatwienia - wyszedłem z mieszkania i pojechałem do Horror Atraction. Ona już na mnie czekała. Punktualna jest.
?- Już jesteś??? Co tak szybko?- pocałowała mnie.
M- Musiałem wcześniej wyjść... No sama rozumiesz - uśmiechnąłem się podle.
?- Wiem... Nie musisz mi tego mówić - również się podle uśmiechnęła.

KATE
  Kiedy usłyszałam zamykanie drzwi to wymknęłam się przez okno i pobiegłam za nim. Z bieganiem to akurat nie było problemu :3 Hehehe... Nagle usłyszałam jakieś szepty.
G(demon Kate jakby ktoś zapomniał xD) - Zabij go... Zamorduj go... On cię zdradza... - słyszałam
K- Możesz się przymknąć?! - pojawiła się przede mną.
G- Tylko próbuje pomóc - burknęła.
K- Na h*j mi twoja pomoc!? - zatrzymałam się na chwilę.
G- No helo! On cie zdradza. Dalej nie kumasz?
K- Kumam. I mogę go dobić? Bo trochę mi przeszkadzasz - popatrzyłam na nią wkurzona.
G- Ehh... Dobra. Ale nie zawiedź mnie.
K- Spadaj! - pobiegłam dalej. Kiedy zobaczyłam Mike i jakąś dziewczynę to schowałam się w krzakach. Jak to ja podsłuchałam ich rozmowę... Nie mogłam rozpoznać kim jest ta dziewczyna... Jej głos kogoś mi przypominał, lecz nie mam pewności kogo! Kiedy się ich rozmowa skończyła, a ona pożegnała Mika pocałunkiem to mój chłopak... Były oczywiście (Tak, od teraz były xD) poszedł do biura. Poczekałam jeszcze kilka minut. Jakoś nie miałam ochoty iść za nią weszłam do Horror Atraction (Yey!!! Nauczyłam się nazwy Pizzeri xD Kokszę ) Weszłam do biura...

FRITZ
   Jezu!!! Jeszcze praca!!! Dzisiaj sobie odpuszczę... Mam doła... Myślałem sobie kiedy tak z dupy wpadł Jeremi do mojego pokoju i zaczął skakać po łóżku... (wcale nie mam w tej chwili czarnych myśli...) Spadłem z łóżka.
F- Idioto! Co robisz!?!?
J- Praca idioto xD - zaśmiał się. Wziąłem poduszkę i zakryłem nią twarz
F- Nigdzie nie idę! Zostaje w domu!
J- Idziesz. Bo cie szefuncio zwolni. Huehuehue...
F- Wal się na mordę.
J- Ja idę. Nie wiem jak ty.
F- Aha... Spoko... Oby cie autobus potrącił.- zaśmiałem się podle
J- Spoko. Nara dzi*ko xD- wyszedł z pokoju... Szybko ubrałem i wyszedłem przez okno. Ale będzie miał minę jak mnie zobaczy w pracy przed nim xD Hahaha!!! Wybiegłem z domu i poszedłem do pracy. Już była tam Kate, która siedziała z FOCH'em (nie mam czarnych myśli ze słowem FOCH... Nie myśl tak!!!). Widocznie coś ją bardzo i to bardzo wku*wiło xD Lepiej jak się nie będę do niej odzywać... Dla własnego dobra xD Mike stał oparty o ścianę.
F- Siemaneczko. Co tam? - spojrzałem na nich.

KATE
  Jeszcze Rudego brakowało... ;-; No ludzie! Ratunku!!!! Mike i Fritz o czymś tam gadali, a ja bacznie obserwowałam kamery. Ha!!! Ta kupa złomu nie przyjdzie do biura! A nawet jakby przyszła to już by było po niej... Punktualnie o 24:00 przyszedł Jeremi... Jak mnie będzie wku*wiać to nie żyje... Na jego szczęście nie denerwował mnie. Takim sposobem minęło całe 6 godzinek pracy. O dziwo BB nie było widać xD Magic normalnie. Kiedy była 6:00 to bez słowa wyszłam z Horror Actraction i powędrowałam do domku. Pierwsza weszłam do pokoju i wyrzuciłam pościel Mike do salonu. Kiedy przyszedł i spytał się o co chodzi to powiedziałam do niego z uśmiechem na ustach, że dzisiaj śpię sama :) Jaka ja zła!!! Zamknęłam się w pokoju, ale jeszcze przed pójściem spać napisałam do Van, czy może do mnie przyjść po południu. Po chwili pomyślałam sobie dlaczego by nie zaprosić jeszcze Domi :3 A co mi tam xD Napisałam do nich SMS'a o treści (POMOC xD)
    Siemka :)
Macie czas po południu?
Mam zajebistą wiadomość...
~Kate

DOMI
Siedziałam sobie u mnie w domciu a tu nagle SMS. Od Kate. Zarąbista wiadomość? (Tak. Specjalnie zmieniłam bo Domi nie przeklina XD) Ciekawie...Odpisałam jej.
Dla mnie spoczi. To do zobaczenia po południu ;33

VANESSA
   Z trudem otworzyłam oczy. No nie dadzą mi spać! I pomyśleć, że godzinę temu się położyłam... ehhh. Kate.
 Dobra, a teraz branoc idę spać.
 Odłożyłam telefon i przewróciłam się na drugi bok.

 KATE
   Przeczytałam od nich SMS'y. Czyli przyjdą :33 To ja też powinnam iść spać. Musze się wyspać, a niech Mike się gniecie na kanapie!!! Muhahaha!!!!

GODZINA 13.15
   Wszytko już miałam przygotowane. Teraz tylko na nie czekałam. Zrobiłam tosty!!! Przecież pogadanka bez tostów to nie pogadanka! Mike wygoniłam z domu bo powiedziałam, że mam gości w sprawach służbowych xD Taa... Służbowych xD Nie wiem gdzie poszedł ale na pewno do tej swojej 'laluni'.. Ble...


DOMI
   Gdy byłam już gotowa wzięłam klucze i wyszłam z domu (z wielkim bólem w życi ale wyszłam XD). Zamknęłam go i poszłam w kierunku domu Kate.

KATE
   Usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam do nich i je otworzyłam. W drzwiach stała jak zawsze uśmiechnięta Dominika :) Ciekawe czy będzie taka uśmiechnięta jak się dowie, że... Eh... No sami wiecie co. 
K- Siemka. Wchodź - uśmiechnęłam się i wpuściłam ja do środka..

DOMI
   Weszłam do środka i usiadłam na kanapie. Ta rana jeszcze boli... ehhh... ale da się bynajmniej wytrzymać...

 KATE
   Usiadłam obok Domi. Popatrzyłam na nią. Trzymała się za brzuch... Chociaż tak się trzymała, że prawie tego nie było widać. Zaniepokoiłam się trochę.
K- Domi? Wszytko okej? - spojrzałam na nią. 
D- Nie będę kłamać. Nie. Ostatnio miałam mały wypadek, ale nie chce mi się o tym gadać... - westchnęła... Czy ona powiedziała.... Wypadek?!?!
K- Jaki? A czekaj... Nie chcesz o tym gadać. Sorki - lekko się uśmiechnęłam. - Może masz ochotę na tosta? - spytałam nie pewnie.
D- Ty chyba masz wrodzony talent rozweselania mnie - zachichotała. - Ale na razie nie jestem głodna.
K- A no wiesz.. Heh... Jakiś tam mam.
D- Wiesz co. Nie chce mi się o tym gadać, ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek - uśmiechnęła się słabo i zaczęła mi opowiadać o wypadku z jakimś tam Maxem i Vincem.. Kiedy mi o tym wszystkim powiedziała... I dowiedziałam się, że Vinc ją uratował... To chciałam zamordować tego Maxa i pogratulować Vincentowi. Spojrzałam na zegarek.
K- Gdzie ta Vanessa?
D- Szczerze to nie mam pojęcia.
K- Zadzwonię do niej. Niech się boi, że zaspała. Huehuehue... - zaśmiałam się złowrogo i wyjęłam telefon. Wyciągnęłam z szafki trąbkę którą budzę ludzi... Zadzwoniłam do Van.

 DOMI
D- Będzie drama... - pomyślałam.

VANESSA
   Dzwonek. No kurwa! Kto śmie mnie budzić?! Wstałam gwałtownie i odebrałam.
Q - Nie budź mnie do cholery - wydarłam się. Kiedy odebrałam telefon to przyłożyła (chyba) trąbkę jak najbliżej mikrofonu w telefonie i zatrąbiła. Słychać było chichotanie Domi w tle. Skończyła trąbić. Powiedziała do telefonu.
K- Nigdy nie zasypiaj. Huehuehue... - zaśmiała się złowrogo
Q - Jak ci wpieprzę, to nie wstaniesz!
K- Wstawaj! - ponownie zatrąbiła.
Q - Zrób tak jeszcze raz, a powieszę twoje flaki na ścianie - moje oczy zrobiły się czarne. Zanim się rozłączyła to jeszcze raz zatrąbiła. Zajebię ją!

KATE
 Popatrzyłam na Domi.
K- Za 3 minuty powinna tu być - uśmiechnęłam się chytrze. - Albo i wcześniej. Hehehe... - odłożyłam telefon.
D- Nie mogłaś tego załatwić na spokojnie prawda? - pokiwałam głową, że nie.

VANESSA
Z impetem otworzyłam szafę. Wzięłam wcześniej przygotowane ciuchy. Po chwili byłam gotowa. Zgarnęłam nóż i wsiadłam na motor.

KATE
D- A gdzie jest Vinc???- rozglądała się po pokoju (Hue xD Domi tylko o jednym).
K- Vinc? W.. Czekaj... Musze się zastanowić xD A no przecież. Śpi na strychu. Znaczy się na samej górze, bo jakiś mały pokój się mu załatwiło xD I teraz śpi.
D- Spoczi. To postarajmy się go nie obudzić - zachichotała.
K- W budzeniu ludzi jestem profesjonalistą - śmiałam się cicho.
D- Ale Vinc to wyjątek. Daj mu się wyspać.
K- Nigdy w życiu - spoważniałam. - No żartuje. Hehehe... - ponownie się uśmiechnęłam.
D- Przecież wiem - zachichotała ponownie.

VANESSA
Wpadłam do Kate niczym huragan. Złapałam ją za szyję i przycisnęłam do ściany. Moje oczy były czarne.
Q - Nikt nie będzie mi życia układał! - wrzasnęłam. W końcu ją puściłam, a oczy wróciły do normy. - Czego chcecie?
D- Van. Spokojnie. Kate chciała nam coś powiedzieć.

KATE
 Kiedy Van wpadła do mieszkania to myślałam, że wybuchnę... Śmiechem!!! Ale się powstrzymałam.
K- Siadajcie. Mam wam coś ważnego do powiedzenia.
D- Ja już siedzę XD
Q - Przejdź do rzeczy - usiadła. Wyjęła nóż i zaczęła się nim bawić.
K- Pff... No to jest taka sprawa. Hm... Jak by to powiedzieć krótko i na temat. Trzy słowa
Q - Czekam.
K- Mike. Mnie. Zdradza.
D- Że jak?! - myślała że się przesłyszała.
Q- I masz za swoje - zaśmiała się pod nosem.
K- Powiedziałam krótko i na temat. I nie. Nie przesłyszałaś się - potem spojrzałam na Van. - Tak? Myślałam, że jako siostra i to starsza pomożesz mi się go pozbyć... Ale jak mówisz, że mam za swoje to nie będę cię w to mieszać.
D- Myślisz, że zemsta to dobre rozwiązanie?
K- Ee... Tak?... - popatrzyłam na Domi
Q - Mam specyficzne poczucie humoru, nie zrozumiesz. A tak na poważnie, to jaki jest plan?
D- Okej. To ja się nie mieszam - ponownie popatrzyłam na Van.
K- Plan! Plan jest taki, że.... nie mam planu.- Van zrobiła facepalma.
Q - To na kij mnie budzisz?
K- Pomożesz mi? - popatrzyłam na nią smutnym oczami. - Aha! I jak coś to Vinc nic nie wie. Okej? Jak się dowie... To będzie klapa.
Q - Ehh - znowu SMS! No nie wierze! - wyjęłam telefon.

FRITZ
Napisałem do Vanessy:
 Może byśmy gdzieś wyszli? Ostatnio nam jakoś nie poszło.

VANESSA
Otworzyłam wiadomość.
 Może byśmy gdzieś wyszli? Ostatnio nam jakoś nie poszło.
Szybko odpisałam:
 W takim razie o 19 przed lasem. 

FRITZ
Hm... Przed lasem? No spoko... Nie wnikam. Może lubi po prostu tam być? A no z resztą... 19:00 i git. Odpisałem jej:
 Spoko :)

KATE
Popatrzyłam na Van. 
K- Jestem ciekawska. Kto napisał? - uśmiechnęłam się chamsko. Van wróciłam wzrokiem do mnie odwdzięczyła uśmiech.
Q - Nakłonię Rudego do biegania.   
K- Rudego!? - spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Serio!? 
D- Ewidentnie się wam nudzi... - mruknęła pod nosem gapiąc się w ekran telefonu.      
K- Nam? - popatrzyłam na Domi. - Wołamy Vinca? - zrobiłam złowrogi uśmieszek.  
D- Nie - odparła z sarkastycznym uśmieszkiem - daj mu pospać.
Q - Jak będziesz miała plan to dzwoń, ale normalnie. Narka - zgarnęła kurtkę i ruszyła do domu na motorze.
K- Obudzę go... Hue hue hue... - wzięłam trąbkę i telefon. 
D- Kate - spojrzała na mnie z wyrzutem. - Odłóż to. 
K- Ale mamusiu! Nie będziesz mi rozkazywać! - powiedziałam jak małe dziecko które chce oglądać pornoski xD (Koetcek dowalił xD PS: Dla tych co wiedzą o co chodzi xD) .
D- Proszę...?  -wystawiam do niej język i zamknęłam się w łazience. 
K- Co mi teraz zrobisz!? Hahaha!!! - zaczęłam dzwonić do Vinca.  
D- Ehhh...    

VINCENT
Jezu! Ha! Ona myśli, że ja się na to nabiorę? Ha! Wszedłem niepostrzeżenie do mieszkania Kate. Pokazałem Domi ruchem ręki, żeby była cicho. Zrobiłem chytry uśmieszeg i przez szparę w drzwiach od łazienki włożyłem tam swój telefon. Kiedy tylko ona zatrąbiła to aż słychać było jak podskoczyła xD Zacząłem się śmiać.  
D- Zachowujecie się jak dzieci - burknęła i pokręciła głową ze zrezygnowaniem.  
V- A tam gadasz - uśmiechnąłem się i pocałowałem ja w policzek. 
D- Myślisz, ze pocałunkiem mnie udobruchasz?- wróciła wzrokiem do telefonu. Ta.. Romeo się znalazł...

KATE
Wyszłam wkurzona z łazienki. Moje oczy były czarne. Rzuciłam się na Vinca. 
K- Jak ty tak możesz!?!? 
V- Normalnie. Huehuehue... 
K- Vincent! Nie! Hahaha!!! - zaczął mnie łaskotać.

 DOMI
Żeby nie słuchać tych przerośniętych pięciolatków założyłam słuchawki i ustawiłam głośność na fulla.

VINCENT
W końcu przestałem ją łaskotać.
V- Ze mną się nie zadziera! Hehe... - uśmiechnąłem się podle. 
K- A ty tu czego tak w ogóle?! - spojrzałam na niego z wyrzutem. 
V- Nudy. Hehehe...
K- A słyszałeś naszą całą rozmowę? - spytała mnie. 
V- Jaką rozmowę? - nie wiedziałem o co chodzi. Kate odetchnęła z ulgą. 
K- Już nic. Już nic... 
V- Na pewno? 
K- Tak.
V- Kate? - spojrzałem na nią tym wzrokiem 'Coś przede mną ukrywasz'.
K- Mowie, że nic. - burknęła.

KATE
Popatrzyłam na Domi. Jaki geniusz xD huehuehue... Będzie teraz żałować tego, że założyła słuchawki.... Hahaha!!!
V- Co ty kombinujesz? - popatrzył na mnie. 
K- Nicz... Hehe... - przyłożyłam trąbkę do Domi i nią zatrąbiłam... Kocham to robić!!!! Hahaha!!! Zdjęła słuchawki w ogóle niewzruszona.
D- Nie ze mną takie numery - spojrzała na mnie i ponownie założyła słuchawki wracając wzrokiem do telefonu. Popatrzyłam na nią smutnym wzrokiem i usiadłam na kanapę... Jakieś ma te słuchawki zmutowane xD Udawałam obrażoną.

VINCENT
Popatrzyłem na Domi. Zabrałem jej telefon i uniosłem jak najwyżej.
D- Ty też?- warknęła w moją stronę
V- Zostaw ten telefon. - spojrzałem na nią.
D- Bo co?
V- Dużo. Hehe...
D- Spadaj- uderzyła mnie z całej siły w brzuch, a gdy wypuściłem jej telefon wzięła go i wróciła do swoich stron.
V- Ałć... - złapałem się za brzuch. Trochę bolało... Ale za co!?!?

KATE
Napisałam do Van:
 Jaki plan działania?
 Odpisała mi:
 Zawsze ja muszę wymyślać plany. 
 No to ja jej odpisałam xD
Bo ty jesteś w tym expertem :33
 Van:
Jutro pomyślę.
 Ja xD:
 Spoko :)

VINCENT
V- Za co? - spojrzałem na nią.
D- Bo mnie wkurzasz?
V- No Ey... Nie prawda.
D- Właśnie, że prawda.
V- Nie kłamcz.
D- Nie kłamię i nie będę się z tobą kłócić jak małe dziecko. Nie jestem Kate. I w ogóle daj mi spokój. Idę. Pa - wyszła z domu trzaskając drzwiami. Poszedłem za nią niezauważony. Będę patrzeć czy nic jej nie będzie bo po tej akcji z tym Maxem to się o nią boję...

DOMINIKA
Dzięki temu, że szłam szybkim krokiem po 5 minutach byłam już w swoim domu. Usiadłam na kanapę podciągając kolana pod brodę i okryłam się kocem.

VINCENT
Doszła bezpiecznie. Uff.. Mogę wracać do domu... A chociaż? Może chwile zostanę tak dla pewności. Usiądę na ławce blisko jej domu. Naprawdę się o nią boje.

DOMI
Usłyszałam hałasy na strychu. Przerwałam rysowanie i poszłam na górę sprawdzić co to. To tylko moja Kotka.
- Raichel co ty tu robisz?- wzięłam ją na ręce i zeszłam na dół.

VINC
Siedziałem na tej ławce chyba 2 godziny albo i więcej. Czytałem książkę. Fajnie się siedziało.

DOMI
Gdy odłożyłam Raichel na ziemię ona ponownie pobiegła na górę. O co jej chodzi...? Poszłam za nią z ciekawości. Patrzyła się na jakieś kartony. Odsunęłam je i krzyknęłam chyba na pół osiedla. Dwa olbrzymie Ptaszniki chodziły sobie po kartonach!!! Co one robią w moim domu?!

VINC
Usłyszałem krzyk. Gwałtownie wstałem i pobiegłem do Domi. Wpadłem jej do domu i pobiegłem do niej. Zrobiłem na strych takie 'z buta wyjeżdżam' xD
V- Co się stało?!

DOMI
D- TO!!!- pokazałam na te dwie szkarady. Ja mam paniczny lęk przed pająkami!!!

 VINC
Spojrzałem na pająki.
V- Skąd te bezbronne stworzonka się tu wzięły?
D- Nie wiem!! Zabierz je stąd!!!!
D- I jakie one bezbronne?! One są jadowite!!
V- Spokojnie. Nie krzycz. - złapałem pająki w ręce. - Na mnie jad pająka czy węża itp nie działa.

DOMI
Odsunęłam się od Vinca jak najdalej mogłam. Jeszcze chwila i chyba tu zemdleję!!
V- Otwórz okno. - spojrzał na mnie.
Podeszłam do okna nadal trzymając się od Vinca z daleka i otworzyłam je po czym wróciłam na miejsce.
V- Czego Ty się tak boisz? - wyrzucił pająki przez okno. Jego ręce były pogryzione.
 D- Ja mam paniczny lęk przed pająkami!!- miałam ochotę dać mu w mordę, ale gdy zobaczyłam jego ręce od razu złagodniałam- Poczekaj poszukam apteczki- wybiegłam ze strychu.

 VINC
V- Po co apteczka? - spojrzałem na nią pytająco
Wróciła po chwili z bandażami.
- Chyba nie pokażesz się Kate z takimi pogryzieniami prawda?- zaczęła delikatnie owijać bandaże wokół ran.
Patrzyłem na nią z miną mówiącą 'Serio? I co mi to da?'
 D- Już- odłożyła bandaże na miejsce i spojrzała na mnie- A co ty tu właściwie robisz?
V- Ja? Ja tylko... No... - wymyśl coś! Wymyśl! - Nie wiem
.
DOMI
D- Okej...- wyczułam, że coś jest nie tak, ale teraz głowę zaprzątały mi te pająki. Max...tak. Tylko on wiedział, że mam arachnofobię...
V- Dominika? Coś nie tak? - spojrzał na mnie.
 D- Mówiłeś, że mój były nie będzie mi już zagrażał prawda?

VINC
W mojej głowie była myśl o tym, że chyba za mało dostał nożem. Mogłem mu jeszcze dołożyć.
V- Tak.
D- To mnie okłamałeś. Tylko on wiedział, że mam arachnofobię. Musiał wpuścić tu te pająki...- spojrzała na mnie smutna. Moje oczy zrobiły się czarne- Ale to tylko podejrzenia. Spokojnie...- przytuliła mnie.
V- Jak!? On dalej żyje!?
 D- Spokojnie. Nie krzycz...
Zobaczyłem, że na moje słowa dalej żyje Domi się trochę wystraszyła...
V- Przepraszam...
D- Nic się nie stało- uśmiechnęła się i mnie pocałowała.
Trochę się Uspokoiłem... Ale jak ta s*ka dalej żyje to nie ręcze za siebie!!!
D- Już ci lepiej?- spojrzała mi w oczy i się uśmiechnęła.
V- Tak. - uśmiechnąłem się, ale w głębi duszy miałem ochotę zamordować każdego który się doczepi do Domi!!!
D- Chodźmy na dół- wzięła swoją kotkę na ręce i zeszła do salonu.
Poszedłem razem z nią.

DOMI
Usiadłam na kanapę. Raichel jak na złość teraz musiała zacząć się łasić XD Ehh..
D- No już. Za chwilę cię podrapię po brzuszku- nie chciała zejść na podłogę. No ey! XD
V- widocznie cie lubi. Hehe..-spojrzał na kotkę
D- Ona mnie nie lubi. Ona mnie kocha ;33 Dostałam ją od rodziców na 17 urodziny.
V- Fajnie. - uśmiechnął się
D- No już ty mała pieszczotko- w końcu poszła do swojego kojca- Ehhh..poczekaj. Za chwilę wrócę- poszłam do łazienki. Miałam na sobie pełno kociej sierści!!

VINC
 Siedziałem czujnie. Ale jak to jest, że on żyje!?!? Faktycznie mogłem go już na amen wykończyć.
Po chwili wróciła.
D- Już jestem- usiadła obok mnie i mnie  przytuliła.
Popatrzyłem czy nic jej się nie stało i również ja przytuliłem.
Westchnąłem.
V- To dobrze. - uśmiechnąłem się do niej.

DOMI
Po chwili przyszedł mi sms. To z pracy. Gdy go przeczytałam bardzo się zmartwiłam.
D- Jak to się stało...?- pomyślałam smutno.

 VINC
Spojrzałem na Dominike.
V- Coś nie tak?
 D- Nie mówiłam ci jeszcze- spojrzała na mnie- Pracuję w stadninie konnej. Pomagam dzieciom niepełnosprawnym w rehabilitacji, prowadzę zajęcia itp. Właśnie mi napisali, że moja klacz się skaleczyła i nie może chodzić. Muszę tam jechać.
 V- Współczuję... Ale ja ci nie przeszkadzam. Jedz ratuj swoją klacz, a ja pójdę do domu. - uśmiechnąłem się. Po chwili dodałem. - Albo pojadę z tobą.
 D- W sumie twoje towarzystwo polepszy mi humor- pocałowała mnie w policzek i wstała żeby przygotować się do wyjścia.
 Również wstałem. Podszedłem do drzwi.
V- gotowa?
Po chwili przyszła.

DOMI
D- Gotowa- wyszłam z domu i zakluczyłam go po czym poszłam w stronę stadniny. Miałam jakieś 3 minuty drogi.
 W końcu byliśmy na miejscu.
D- Już jestem. Co się stało?- spojrzałam na Jake'a, mojego kolegę z pracy
J- Clarisse nie może chodzić. Britney pojechała  z nią na wycieczkę, a  gdy wróciła skaleczenie już było.
D- Chodźmy do niej- pobiegłam w kierunku stajni Clarissy
Po chwili klęczałam obok Clarissy. Spojrzałam na jej prawą nogę. Faktycznie było skaleczenie.
D- Dzwoniliście po medyczkę?- spojrzałam na Jake'a
J- Nie. Wolałem najpierw poinforomować ciebie.
D- I dobrze zrobiłeś. Medyczka dała by jej coś na wstrzymanie bólu, ale nic by nie poradziła. Poczekaj...- zastanowiłam się chwilę- Idź po bandaże, maść z pokrzywy i wodę utlenioną. GAZU!!- Pobiegł po wymienione lekarstwa.

VINC
Usiadłem i oglądałem całe zajście.
V- Pomóc może? - popatrzyłem na Domi
D- Narazie nie. Ale dzięki za chęci- uśmiechnęła się do mnie. Po chwili wrócił Jake.  Wzięła  od niego lekarstwa i zaczęła delikatnie opatrywać ranę.
V- Jak coś to mów. Okej? - popatrzyłem na Domi. Chciałem wyglądać na groźnego xD Jak tylko się okaże, że ten Jake wysłał na nią pająki to nie żyje!!! Tak. Teraz będę oskarżać każdego chłopaka z którym Domi się koleguje xD
JAKE
J- To ja pójdę nakarmić Lisę- rzuciłem dziwne spojrzenie temu chłopakowi i odszedłem.  Ej no sorry. Od kiedy normalne jest noszenie fioletowych włosów?

 DOMI
Po chwili rana była opatrzona.
D- No dawaj Clysia. Wstawaj- wstałam trzymając za jej lejce. Schorzenie trzeba rozchodzić.
V- pff... - jakiś idiota
D- Clysia. No już. Wstań. Zrób to dla mnie.
D- Clysia. Wstań- pociągnęłam za lejce. Po chwili powoli się podniosła- Dobrze mała. A teraz chodź- zaczęłam tyłem wycofywać się z boksu cały czas trzymając Clysię za lejce.

VINC
Patrzyłem na Domi.

DOMI
Gdy ja i Clarisse wyszłyśmy z boksu zatrzymałam się i sprawdziłam czy na grzbiecie pod czaprakiem i siodłem nie ma kurzu i piachu. Gdy upewniłam się, że będzie jej wygodnie wszystko jeszcze raz domocowałam i sprawdziłam dla bezpieczeństwa. Założyłam swój strój do jazdy i wsiadłam na nią. Spojrzałam na Vinca.
D- Chcesz jechać na przejażdżkę?- zachichotałam i poprawiłam toczek który zjechał mi na czoło.
V- Posiedzę tutaj sobie. Poczekam na ciebie. - uśmiechnął się
D- Czemu? Boisz się koni?- zaśmiałam się.
V- Nie. Po prostu nie mam ochoty. - lekko się uśmiechnął.
D- I tak musisz. Jake ma zajęcia z dziećmi i wyjeżdża ze stadniny, a tak to ja zamykam stadninę a nie zostawię cię samego z końmi XD Chodź. Dobrze ci to zrobi leniu XD
V- Poradzę sobie. Nie bój się o mnie.
 D- CHODŹ!!- zsiadłam z Clysi i dosłownie na siłę podniosłam go z ziemi XD- Jedziesz i koniec! Nie ma nawet dyskusji!!- popchnęłam go w kierunku stajni.
 V- Nie chce mi się... - jęknął.
D- Zrób to dla mnie. Plosę- zrobiłam słodką minkę.
V- Nie chce mi się... - również zrobił 'słodką' minkę i mnie naśladował -,-
D- Trudno się mówi. Ja cię zmuszę do tej jazdy- wepchnęłam go do stajni XD- Wybierz sobie jakiegoś konia- pokazałam mu boksy z wolnymi końmi.

VINC
Spojrzałem na Domi wzrokiem 'Serio?'
D- Nie, na żarty- odparła jakby czytała mi w myślach XD
V- Nie chce mi się- Zrobiła facepalma.
D- Podaj 3 sensowne i konkretne powody dlaczego ci się nie chce.
V- Po 1 od tego boli siedzenie. Po 2 nie mam siły. Po 3... Nie lubię jazdy na koniach.
D-...
D- Nie obrażaj się- pocałowała mnie w policzek i się uśmiechnęła.
V- Nie obrażam się tylko się o ciebie martwię.
D- Dlaczego?
V- Jak myślisz? - popatrzyłem na nią
D- No nie wiem...
V- Eh... Sprawa z pająkami. Geniuszu...
D- Przecież w terenie nie będzie jakichś wielkich pająków. Najwyżej wilki i niedźwiedzie- zaśmiała się.
V- Eh. No racja ale... - Jak on żyje!?!?
D- Ale..?
V- Nie... Już nic.
D- Wrócę niedługo- wsiadła na konia i ruszyła w stronę wyjścia.
V- Eh... Domi! - pobiegłem za nią i złapałem ja za ramię - Nie możesz tego załatwić kiedy indziej?
D- Lepiej dzisiaj. Ból może wrócić
V- Uważaj na siebie. - lekko się uśmiechnąłem
D- Jestem już duża. Umiem sama sobie zawiązać buty i w ogóle- zachichotała.
V- To akurat wiem. - na szczęście będę ją słyszał.
D- Dobra. Koniec pogaduszek. Wypad- pokazała mi wyjście ze stadniny- westchnąłem i wyszedłem.
Zamknęła stadninę.
D-Wio!- odjechała na wierzchowcu.
Usiadłem na ławce obok stajni...
V- Eh... Mam nadzieje, ze nic jej nie będzie...

DOMI
Pojechałyśmy z Clysią na polanę obok stadniny.
- To może na początku kłus?- Clysia zaczęła wolno kłusować wokół całej polany.
Po godzinie wróciłyśmy z powrotem do stadniny. Vinc siedział na ławce...MIAŁ IŚĆ DO DOMU!!
D- Co ty tu robisz?- spytałam schodząc z Clysi.
V- Siedziałem. Nie można? - wstał i do mnie podszedł.
D- A ty nie miałeś iść do domu?
V- Czekałem na ciebie. - pocałował mnie.
D- Naprawdę? Dziękuję. Kochany jesteś- uśmiechnęłam się do niego i go przytuliłam.
D- Muszę odstawić Clysię.
V- Okej
Otworzyłam stadninę i zaprowadziłam moją klacz do boksu. Dałam jej jedzenie i wodę. Gdy byłam gotowa i już chciałam iść do domu usłyszałam dźwięki rozmowy. Dzieciaki wracały z Jake'm. Ehh. No to będzie jazda.

JAKE
Wjechałem z podopiecznymi do stadniny. Gdy zobaczyły Domi od razu się na nią rzuciły. One ją na serio kochają.
VINC

Popatrzyłem na Domi i te dzieciaki... Eh... Nie lubię dzieci.
V- Ja wyjdę. - skierowałem się do wyjścia

DOMI
D- No cześć- uśmiechnęłam się do wszystkich dzieciaków i pozwoliłam żeby mnie osaczyli uściskami XD Kocham te dzieciaki ;33 Z zamyślenia wyrwał mnie głos Vinca
- Za chwilę przyjdę.

VINC
Wyszedłem. Nie lubię dzieci!!! Na samą myśl przechodzi nie dreszcz... Te bachory można tylko pomordować bo do czegoś innego się nie nadają.

DZIECI
Dz- Domi!!! Zostaniesz tu z nami??? Proszę!!!

DOMI
D- Nie dzisiaj, ale obiecuję, że jutro będę z wami cały dzień- pożegnałam się z nimi i wyszłam ze stadniny

VINC
Miałem ochotę krzyknąć, żeby nie się zamknęły!!! Warknąłem coś pod nosem.
Zobaczyłem Domi...
V- Jak ty z nimi wytrzymujesz?
D- Z dziećmi? Daj spokój. Przecież oni są tacy uroczy ;33
V- Uroczy??? Poważnie?! - popatrzyłem na nią
D- A dlaczego nie mieli by być?
V- Nie lubię dzieci!
D- Dlaczego...?
V- Bo nie. Nie są do niczego potrzebne... Te gnidy, małe bachory, gówniarze i nie wiem co jeszcze powiedzieć. Eh!
D- Vinc! Nie mów tak!! Nigdy się tak nie odzywałeś!! Przynajmniej nie przy mnie!!
V- Bo to prawda! Nie lubię dzieci i... I... Mam ochotę je zabić! - moje oczy zmieniły kolor. Odwróciłem cie od Domi i podszedłem do najbliższego drzewa po czym w nie walnąłem z całej siły.

DOMI
Do oczu napłynęły mi łzy. Uciekłam w stronę swojego domu.

VINC
Uspokoiłem się. Za bardzo mnie poniosło... No ale co zrobisz!? Nic nie zrobisz! Taki jestem!!! Pobiegłem za Domi.

DOMI
Szybko znalazłam się w swoim domu. Pobiegłam do swojego pokoju i ze złością trzasnęłam drzwiami po czym usiadłam pod nimi. Schowałam głowę w kolanach i zaczęłam cicho szlochać.

VINC
Podszedłem do drzwi jej domu. Zadzwoniłem. Przecież to nie moja wina!!!
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Powoli wstałam i otarłam łzy po czym zeszłam na dół. Uchyliłam lekko drzwi.
V- Mogę?- Otworzyła drzwi bez słowa- Dzięki. Mogę usiąść? - zapytałem się jej.
D- Pewnie- usiadła na kanapę i wbiłam wzrok w widok za oknem przed sobą.
V- Ja cie przepraszam. Trochę mnie poniosło... - przysunąłem się do niej trochę.
D- Trochę?- powtórzyła to słowo z naciskiem.
V- Znasz mnie. Nie potrafię nad sobą zapanować... - spuściłem wzrok
D- To nie o to chodzi. Nie mówiłeś mi że nie lubisz dzieci...
V- To teraz wiesz.
D- Czemu nie powiedziałeś mi tego wcześniej?- spojrzała na mnie z wyrzutem.
V- Bo nie pytałaś. - widać było, że się trochę wkurza...
D- Wiesz co? Mam dość!- wstała i pognała do swojego pokoju.
V- Domi!!! Czekaj!
D- Czego?!- warknęła w moją stronę.
V- Nie denerwuj się!
D- Bo co?! Ty mi zabronisz?!
V- Domi... - złapałem się za głowę i padł na kolana. Zacząłem się cicho śmiać, a z chwilą mój śmiech stawał się psychiczny.

DOMI
Trochę się wystraszyłam. Uklęknęłam przy Vincu i dotknęłam jego ramienia.
D- Vinc? Wszystko okej? Spokojnie. Jestem przy tobie- powiedziałam już łagodnie.
V- Ha... Haha... Hahahaha!!! - popatrzył na mnie czarnymi oczami. Krzyknęłam i odsunęłam się od niego jak oparzona. Szybko do mnie podszedł i złapał mnie za gardło.
V- Trzeba było mnie denerwować? - powiedział strasznym głosem. Wyjął nóż i zaczął mi nim jechać po gardle...
D- Vincuś. Przestań. Proszę cię- po policzkach spłynęły mi łzy.
V- Nie jestem VINCUŚ!!! Jestem MORDERCĄ!!!! - przyłożył mi mocniej nóż.
D- Vinc...- wychrypiałam ostatkami sił.
V- Jestem VINCENT! - zaśmiał się psychicznie po czym złapał mnie za rękę i przyłożył nóż... Nie miałam siły żeby krzyczeć. Patrzyłam się na niego oczami pełnymi łez. On nie zrobi mi krzywdy. Nie. Wierzę że mnie kocha...
V- Nie wolno na mnie krzyczeć... - teraz gładził mnie nożem po policzku na którym miałam łzy... - Chyba oszczędzę takiej ładnej buźki... Hehehe... - uśmiechnął się do mnie. Miałam dość. Wszystkiego: Życia, pracy... po prostu wszystkiego. Chwyciłam go za dłoń w której trzymał nóż.
D- Mówiłeś że mnie kochasz...- szybko wbiłam nóż jego dłonią w moje gardło po czym przed oczami zrobiło mi się ciemno. Upadłam na podłogę.

VINC
V- Jak miło. Mam ciebie z głowy. Hahaha!!! - usiadłem obok niej. - Po co to robiłaś? To była moja sprawa... Hahaha!!!
Nagle poszedł mnie ostry ból głowy... Po chwili byłem sobą i zobaczyłem... Domi!?
V- Domi! Nie! Nie!!! Co ja zrobiłem!?!? - wyjąłem jej nóż z gardła i sprawdziłem tętno... Ona...

VANESSA
Wyszłam zza drzew. Przed lasem stał Fritz. Zakradłam się cicho do niego.
Q - No hej - klapnęłam go w ramię. Podskoczył ze strachu. Jak ja lubię, kiedy się mnie boją. Trochę przestraszył.
F - No hejka. Heh... Gotowa? - spytał.
Q - To ja powinnam zadać to pytanie - cofnęłam się parę kroków i uśmiechnęłam. - Bo musisz mnie złapać - wbiegłam jak najszybciej wgłąb lasu.
F - Co? - spojrzał na mnie, po czym za ruszył. Na jego szczęście był w formie.
Q - To! - wrzasnęłam. Na chwilę złapałam drzewo, dzięki czemu udało mi się gwałtownie skręcić.

FRITZ
Kurde. Dobra jest. Też skręciłem w stronę gdzie ona pobiegła. Fajne, że się wolno męczę xD
Zmieniła kierunek. Biegła na przeciw mnie. Prawie ją złapałem, ale zrobiła ślizg, po czym szybko wróciła do biegu.
F - Ey! - ponownie za nią pobiegłem. Tym razem przyspieszyłem i ją jakoś dogoniłem.
Q - O nie! - wskoczyła na drzewo, a ja z rozpędu pobiegłem dalej. Zeskoczyła i ruszyła w przeciwną stronę. - Ze mną nie ma tak łatwo.
F - To nie fair!!! - znowu za nią pobiegłem. Ja tak łatwo nie odpuszczam!
Q - Fair fair - wskoczyła na drzewo i zaczęła się wspinać w górę, a ja pod nim stanąłem, po czym spojrzałem w górę. 
F - Czyli, że też mam się wspiąć? Tak?
Q - Nie, to miało cię zmylić - uśmiechnęła się, a następnie zeskoczyła na ziemię i wróciła do biegu.
F - Chyba lubisz biegać? Co? - krzyknąłem do niej po czym znowu za nią pobiegłem.
Q - No żebyś wiedział, przynajmniej się lepiej bawię niż ostatnio - przyspieszyła.
F- A jak tak to spoko - uśmiechnąłem się i cały czas biegłem.
Q - A tobie jak się podoba?
F - Nie narzekam... Chociaż by można było zrobić małą przerwę.
Q - Dobra - stanęła, a ja na nią wpadłem. Kurwa! Co ze mnie za debil! Po chwili oboje wylądowaliśmy na ziemi. - Brawo - zachichotała.
F - Ja... Heh.. Sorki...
Q - Nie szkodzi - uśmiechnęła się i położyła, a wzrok wlepiłam w niebo. Położyłem się obok niej... 
F - Dzisiaj niebo wygląda wyjątkowo pięknie - westchnąłem.
Q - Pełnia, to dlatego - wskazała na księżyc.
F - Nom... - złapać ja za rękę czy nie... Załapać czy nie złapać, oto jest pytanie.
Q - Od dziecka uwielbiam tu przychodzić, to moje ulubione miejsce.
F - Od dziecka? - spojrzałem na nią, a ona w tym samym momencie na mnie. Gwałtownie się odwróciłem
Q - Co ci jest?
F- A co ma być? - spytałem. - Podziwiam niebo, nie? - zaśmiałem się cicho. Zrobiła facepalma i wróciła na miejsce, a następnie westchnęła.
Q - Ehh, dobra kij.
F - No co? Źle mówię? - spojrzałem na nią.
Q - Odnoszę wrażenie, że się mnie boisz.
F- Bać się? - szybciej ją kocham.
Q - Yhym - westchnęła.
Jak jej powiedzieć, że mi się podoba?!
F - Może ci się tylko wydawać... - spojrzałem na niebo
Q - Może masz rację - też wróciła wzrokiem do nieba.
F - Nie może... Na pewno. Ja się ciebie nie boję. To tylko takie złudzenie... - JA CIĘ KOCHAM KOBIETO!
Q - Oby - uśmiechnęła się.
F - Yhm... - lekko się uśmiechnąłem... RUDY! Jesteś cykorem!!!
Q - Też lubisz patrzeć w gwiazdy?
F - Czasami leżę godzinami na ziemi i je podziwiam... Ja tego nie lubię... To moje hobby. Heh... A ty lubisz?
Q - Robię to od małego, to już nawyk.
F - Uzależnienie?... No w sumie prawda. Heh... - zaśmiałem się cicho.
Q - Można tak powiedzieć - zachichotała.
F - Nom... - Powiedz jej! Ale ja się boję... Powiedz jej!!! Nie... Tchórz!!! Co się ze mną dzieje...?
Q - A tobie co znowu? - spojrzała na mnie.
F - Mówię, ze nic... - dalej patrzyłem w gwiazdy.
Q - Yhym, właśnie widzę.
F - No to widzisz, że nic. Heh...
Q - Mnie nie oszukasz.
F - Ale mówię, że nic. - chyba się domyśla... Powiedz jej to!!! Nie...? Powiedz!!!
Q - Czekam - skrzyżowała ręce.
F - Nic nie powiem - również skrzyżowałem ręce i uśmiechnąłem się trochę chamsko xD
Q - Ehh, nie to nie - westchnęła i ponownie skierowała wzrok ku gwiazdom.
F - To nie twoja wina. Tylko moja i mojej odwagi - położyłem się na ziemię.
Q - To popracuj nad pewnością siebie - uśmiechnęła się lekko do mnie.
F - Spróbuję. Heh... - odwzajemniłem uśmiech.
Q - A to skąd? - wskazała na bliznę w kształcie serca.
F - To? To nic takiego. Heh... - podrapałem się po głowie.
Q - Blizna jak blizna, każda ma swoją historię, a ja mam ich aż za dużo - zachichotałam.
F - Długo by opowiadać. Szczerze mówiąc to... Nie znam dokładnie jej historii.
Q - Szkoda.
F - Ale za to Kate zna całą. Heh
Q - No to nieźle - parsknęła śmiechem.
F - No można tak powiedzieć - lekko się uśmiechnąłem.
Q - A kiedy ją zrobiła?
Kiedy to było? Hm... 
F - Nie pamiętam, ale wiem, że to było kilka dobrych lat temu - spojrzałem na nią.
Q - Moja pierwsza i w sumie największa pojawiła się gdy miałam... jakieś 15 lat.
F - Aham... Można wiedzieć jak to się stało?
Q - Heh, długa i dosyć brutalna historia... ale jak chcesz to ci powiem.
F - Jeżeli nie chcesz to ciebie nie zmuszam. Ale lubię słuchać różnych historii.
Q - Heh - podniosłam bluzkę ukazując szramę od podbrzusza do klatki piersiowej. - Jak wiesz, nie wychowywałam się z Kate i Vincentem. Zostałam oddana do adopcji. W wieku 15 lat moi rodzice zastępczy zostali zabici przez mojego biologicznego ojca. Wtedy opuściłam dotychczasowy dom. Samodzielnie musiałam zacząć zarabiać pieniądze, więc w jakiś sposób znalazłam się na walkach ulicznych, za kasę oczywiście. To stąd ta blizna, dokładniej to pierwsza walka, wyszłam z niej ledwo żywa - westchnęłam i opuściłam bluzkę. - Miałam trudne dzieciństwo.
F - Uuu... To słabo... Mogę ci jakoś pomóc? - spojrzałem na nią. Szkoda mi jej było...
Q - Co już się stało to się nie dostanie. Cieszę się, że mam to już za sobą i tyle - uśmiechnęła się.
F - Masz rację - położyłem się i zacząłem patrzeć w gwiazdy.
Q - Przynajmniej teraz wszystko się ustabilizowało.
F - To dobrze. Prawda?
Q - Ehhh... prawda.
F -  Nom... - westchnąłem. Uwielbiam patrzeć się w gwiazdy.
Q - Spodobało ci się? - spojrzałam na niego.
F - Yhym - odparłem i się na nią popatrzyłem.
Q - W takim razie będziemy częściej tu przychodzić - zachichotałam.
F - Mi tam pasuje - uśmiechnąłem się i wróciłem wzrokiem do nieba. Jej oczy i tak były piękniejsze niż jakakolwiek gwiazda... Eh... Czemu jej tego nie powiesz?

VANESSA
Q - To się cieszę - odwdzięczyłam uśmiech. Ale ma fajne oczy... ja pierdole, co się ze mną do cholery dzieje?! Westchnęłam. Nie wierzę...
F - Ja też. Heh.
Wróciłam wzrokiem do nieba.
Q - Już popracowałeś nad pewnością siebie?
F - Miałem czas? - zachichotał.
Q - Tak i myślę, że aż za dużo - uśmiechnęłam się.
F - Można tak powiedzieć. Heh...
Q - To słucham - znowu na niego spojrzałam. Van, skup się, a nie myśl o głupotach.
F - Hm.. Jak by zacząć.
Q - Od początku - zachichotałam.
F - Powiem Ci jak chwile pomyślę... - westchnął i spojrzał na gwiazdy.
Q - Masz minutę - zaśmiałam się. - Od... teraz.
Przez chwile leżeliśmy w ciszy . W końcu się zdecydował... Złapałem wolno mnie za rękę i spojrzałe mi prosto w oczy... Yyy... co on robi...? Ehh...
Q - O co chodzi? - Jak on zrobi, to co myślę, to chyba padnę...
F - Ja.. Chyba... Coś czuje... - lekko się uśmiechnąłem, zaśmiałam się nerwowo.
Q - Heh, ten no... yyy... - zrobiłam facepalma drugą ręką. - Teraz to ja nie umiem się wysłowić - zachichotałam, po czym spoważniałam. - Masz ładne oczy - uśmiechnęłam się.
F - Ty ładniejsze. Uwierz mi. Wiem co mówię. - odwzajemnił uśmiech
Q - Dzięki... kurde, nie wiem jak się zachowywać - zaśmiałam się cicho. - Pierwszy raz mam taką sytuację.
F - Naprawdę? Heh... Powiem Ci coś. Kiedy cię zobaczyłem to poczułem ciepło w sercu, którego tak naprawdę nigdy nie czułem... - spojrzał mi głęboko w oczy.
Q - To miłe... - uśmiechnęłam się lekko.
F - Taka piękna dziewczyna... I pomyśleć, że ja na nią natrafiłem... Taki idiota jak ja. Heh...
Q - Nie przesadzaj, aż taki kiepski nie jesteś.
F -  Jeżeli to mówi taka cudowna dziewczyna to aż muszę się z tobą zgodzić - zachichotał.
Q - Jak przestaniesz słodzić, to już się ucieszę - zaśmiałam się.
F - Spoko... Heh..
Q - To się cieszę - zachichotałam.
F - Nom. Co teraz robimy? - zapytał.
Q - Nie mam pojęcia - oparłam się o drzewo. Ziewnęłam i się przeciągnęłam. - Jednak 7 godzin snu to trochę za mało jak dla mnie.
F - 7 godzin? - spojrzał na mnie.
Q - Yhym.
F - No to jak pobiegasz to będziesz lepiej spać - zaśmiał się.
Q - Gdyby nie Kate, to bym dłużej pospała.
F - Wiedziałem, że to zła kobieta xD
Q - Ale w końcu też moja siostra.
F - Kate to twoja siostra?
Q - Sama ci to mówiłam, jak przyszedłeś zrobić zdjęcie zielonych włosów Kate i dziewczyny mnie przefarbowały na fioletowo - westchnęłam. - Nawet powiedziałeś, że wyglądamy jak siostry.
F - Heh.. Sorki. Zapomniałem się. Heh...
Q - Nie szkodzi, sama zresztą muszę się odnaleźć w tej sytuacji, bo to jednak jest nowość.
F- Mówisz?
Q - Z dnia na dzień dowiaduje się, że mam brata bliźniaka i młodszą siostrę, jak mam się w tym nie pogubić? - zaśmiałam się cicho.
F - Nie mam zielonego pojęcia - uśmiechnąłem się.
Q - Muszę się przyzwyczaić i tyle - wyjęłam nóż, po czym zaczęłam się nim bawić nie patrząc na niego.
F - Lubisz się nim bawić jak zauważyłem. Heh... - spojrzał na nóż.
Q - Taa, to mnie w pewien sposób uspokaja.
F - Warto wiedzieć.
Q - Ta informacja zmieniła twoje życie - zaśmiałam się cicho.
F - Heh.. A żebyś wiedziała xD
Q - Dobra, to co teraz? - schowałam nóż.
F - Nie wiem... - uśmiechnął się do mnie.
Q - Powiedz mi coś ciekawego o sobie - odwdzięczyłam uśmiech.
F - Nie ma nic ciekawego do powiedzenia.
Q - Jest zapewne coś o czym nie wiem, a jednak chciałbym wiedzieć.
F - No chyba nie ma. Heh... Nie mam ciekawego życia i osobowości. Mówię prawdę.
Q - Eh... Która godzina? - westchnęłam.
F - Em... 21? - spojrzał na zegarek.
Q - To jeszcze wcześnie - przeciągnęłam się.
F - No wcześnie ale ja mam na 24 do pracy, a ja taki nie wyspany... Musze po drodze kupić sobie jakiegoś Power'a...
Q - No to jeszcze masz te 3 godziny.
F - No w sumie racja. Heh...
Q - Myślę, że Kate cię wystarczająco rozbudzi - zaśmiałam się.
F - Mój Boże! Mam nadzieje, że ona nie przyjdzie!!! Jak przyjdzie to będę miał przej*bane...
Q - Bo...?
F - Ostatnio jej... Jakby to powiedzieć. Wku*wiłem ją w pracy xD
Q - Jak?
F - Eee.. No... To nie byłem ja tylko ST. - burknął. - Zaje*aliśmy jej szczotkę do włosów... Hueh.
Q - Mam iść w charakterze ochroniarza? - zaśmiałam się.
F - Hahaha... Bardzo śmieszne. Poradzę sobie.
Q - Mam wątpliwości - zachichotałam.
F - No Ey. - spojrzał na mnie.
Q - Oj no co? - zrobiłam niewinną minę.
F - Już nic. Hueh.
Q - Tak myślałam - uśmiechnęłam się.
F - Może my już będziemy się zbierać? Nie jest już późno?
Q - Dla mnie zawsze jest wcześnie, ale jak ty chcesz, to ok - podniosłam się z ziemi.
F - Nom - również się podniósł.
Q - To mam iść z tobą?
F - Gdzie?
Zrobiłam facepalma.
Q - Mówiłeś, że musisz iść do pracy.
F - A no tak. Musze. A ty nie musisz - uśmiechnął się.
Q - Ale mogę - zaśmiałam się.
F - No w sumie możesz.
Q - To prowadź.
F - Ciekawi Cię moja praca? Znaczy się to jest tylko siedzenie przed tabletem i tyle.
Q - Nie, ale i tak nie mam co robić.
F - No to idziemy. - powiedział radośnie i ruszył ze mną w drogę.
W PIZZERI

Weszliśmy do Pizzeri. 
F - To moja cholerna praca.
Q - Mrocznie - zaśmiałam się.
F - No niestety. Za 5 minut powinna przyjść Kate i Jeremi.
Q - Okej - usiadłam pod ścianą i zaczęłam bawić się nożem.
F - Może pójdziemy do biura??? - popatrzył na mnie.
Q - A racja - wstałam nie przerywając zabawy.
F - No - poszliśmy do biura. Chwilę potem przyszła Kate.
K - Van?
Q - Ja.
K - Co ty tu robisz??? - popatrzyła na mnie, a potem na Rudego. - Fritz!!! - spojrzała na niego wkurzona.
F - Cholera... O cześć Kate. Heh...
Q - Oddycham.
K - Eh!!!
Q - No co? I nie, nie mam jeszcze planu.
K - Mniejsza z tym... A z tobą Rudy mam do pogadania - popatrzyła na niego.
Q - Czyli mam nie wymyślać?
F - Ze mną? - zrobił zdziwioną minę.
K - Tak. Ale to później.
Q - Dobra, to pomyślę w wolnym czasie.
K - Van?
Q - Ja?
K - A już nic.
Q - Aha, pasjonujące.
K - Eh...- usiadła na fotelu i wzięła tableta.
Zaczęłam szybciej obracać nóż między palcami.
K - Bo się udziabiesz tym nożem - powiedziała cały czas patrząc w tablet.
Q - Umiem się tym posługiwać, od kiedy skończyłam siedem lat, więc wątpię - podniosłam wzrok na Fritza.
K - Czego? 
F - ST stoi w drzwiach - pokazał na niego.
K - Co?! - obróciła się w jego stronę i popatrzyła na animatrona. - A ty tu czego?
S - Przyszedłem odwiedzić fioletowowłosą... Hueh... Znaczy się... Dwie fioletowowłose??? What?...
Popatrzyłam na niego z pogardą.
K - Jeżeli chcesz się ponabijać to wyjdź. 
S - Przyszedłem się przywitać. Hehe... 
K - Eh... - znowu wróciłam wzrokiem w tablet kiedy go odłożyłam to BB wyskoczył mi na mordę jak zawsze... I spier*olił!!! 
BB - Hahaha!!!!! 
K - Aaa!!!!
Q - Ten mały niezły jest - zachichotałam.

SPRINGTRAP
S - Wiadomo - oparłem się o ścianę. - Jak się nazywasz? - popatrzyłem na tą drugą Kate xD
Q - Vanessa, starsza siostra Kate i bliźniaczka Vinca.
S - Vanessa... Ładne imię. - uśmiechnąłem się do niej.
Q - Dzięki.
S - Nie ma za co. Heh... - widziałem, że Rudy robi się zazdrosny. Hueh... Hahaha!!!
Q - A ty to....?
S - Zapomniałem się przedstawić. Ja jestem Springtrap. Taka atrakcja tej rudery. Hehe...
Q - Sama w sobie ta "rudera" jest ładna, przynajmniej według mnie. Lubię straszne rzeczy - uśmiechnęła się.
S - Poważnie? Ja też - uśmiechnąłem się do niej. - Może chcesz żeby cię oprowadzić?
Q - Jeżeli to nie sprawi problemu - wstałam.
S - Problem? Nie, skądże. Idziemy? - teraz to Rudy normalnie się gotował xD Jak ja lubię go wkurzać xD

FRITZ
Ku*wa! Jaki skur*ysyn!!! Van! Nie idź z nim! Proszę!
Q - Już tylko jedno - podeszła do mnie.- Uspokój się, bo nie będzie nagrody, zrozumiano?
F - No dobrze. - lekko się uśmiechnąłem. Odwdzięczyła uśmiech i poszła za ST. Kiedy Van wyszła z biura to pomachał do mnie chamsko. No nie! Teraz to mnie wku*wił!!!  
F - Co on se robi?!
K- Nie widzisz. ST sprzątnął ci dziewczynę spod nosa. Huehuehue... - zaśmiałam się pod nosem.

VANESSA
Spring popatrzył na mnie.
S - Może najpierw pokaże Ci scenę i pokoje główne?
Q - Mi tam obojętnie, zrób jak uważasz.
S - Okej. - pokazał mi sale główną.
Q - Fajny klimat.
S - No wiesz. To w końcu Horror Atraction. Heh.
Q - Dlatego mi się podoba.
S - Miło, że komuś się podoba. Rzadko co mnie ktoś tu odwiedza prócz Fritza, Kate, Mike i Jeremiego... A zaraz. Gdzie Jeremi i Mike?
Q - Nie mam pojęcia.
S - Aha... Od kiedy Rudy to twój chłopak? - znowu na mnie spojrzał.
Q - Co? - popatrzyłam na niego jak wryta. To, że Rudy mi powiedział, iż coś do mnie czuje, to chyba nie jest związek, a do tego skąd on wiedział...?
S - No bo Rudy wyglądał na takiego ostro zazdrosnego jak chciałem się oprowadzić... Wygląda jakby był twoim chłopakiem.
Q - Ale nim nie jest - jeszcze.
S - Aha... Czyli jesteś wolna? - uśmiechnął się.
Q - Tak, a co?
S - Ja tylko się pytam... To teraz może pokaże ci stare części? Tam to dopiero jest masakra.
Q - Spox.
S - To idziemy - poszedł do Parts&Service, a ja razem z nim. Otworzył drzwi i zaświecił światło. - A oto części zamienne. Nie są jakieś idealne ale zawsze coś.
Q - Heh, jest tu jeszcze coś ciekawego?
S - Hm... Pomyślmy. Chyba to tyle.
Q - Ehh, szkoda.
S - Czekaj... Może jakby się tak dłużej zastanowić... To mogę ci pokazać tak jakby mój pokój. - lekko się uśmiechnął.
Q - Prowadź.
S - Spoko - ruszył ciemnym korytarzem.
Mój wzrok szybko przyzwyczaił się do ciemności, a on doszedł do drzwi i je otworzył. 
S - Zapraszam - wszedł (chyba) do swojego pokoju. Weszłam za nim rozglądając się po pomieszczeniu. Po chwili położył się na kanapę.
S - Nie ma to jak stare śmieci - zaśmiał się. - Ja nigdy tu nie sprzątam. Lubię swój pokój taki jakieś jest i niech nikt tego nie zmienia.
Q - Coś w tym jest.
S - Nom... - westchnął. Nagle w pokoju pokoju pojawił się... chyba on miał GF...
GF - Cześć stary. 
S - Czego?
Q - A ten to kto? - wskazałam na nowego.
S - Vanessa, poznaj Goldena. 
G - Siemka. Miło mi - podał rękę.
Q - Mi też - uścisnęłam jego dłoń.
Golden popatrzył się na ST. 
G - Idziemy? 
S - Nie dzisiaj... 
G - No stary! Ey! Wszyscy na ciebie czekają. 
S - Mówię. Nie dzisiaj! 
G - No weź. Obiecałeś. Chłopaki już czekają. 
S - Daj mi spokój. Nie idę i kropka! Mam gościa! 
G - Ona tez może z nami iść, nie? 
S - Nie. Nie może. I wypad z mojego pokoju!
Q - O co chodzi?
S - Już! - Golden zniknął. - I nic. To nic takiego. - popatrzył na mnie.
Q - Ale chcę wiedzieć.
S - Nie.
Q - Tak - skrzyżowałam ręce.
S - Ale to nic takiego. Poważnie.
Q - Ale mnie to zainteresowało.
S - Trudno... To niech cię 'odinteresuje' - położył się na kanapie i zaczął gapić w sufit.
Q - To ja sobie idę... - ruszyłam w stronę drzwi.
S - Spoko... Nie mam ochoty o tym rozmawiać.
Q - To pa - wyszłam i ruszyłam korytarzem w nadziei, że spotkam tego "Goldiego" i coś mi powie na ten temat.

SPRINGTRAP
Kiedy zobaczyłem, że poszła to wystawiłem głowę zza drzwi i popatrzyłem czy droga wolna, uśmiechnąłem się i cicho poszedłem do chłopaków...

VANESSA
Usłyszałam zamykanie drzwi od pokoju ST. Czyli jednak coś jest na rzeczy...

SPRINGTRAP
Szedłem cicho. Podszedłem do drzwi i zapukałem. 
Freddy - Podaj hasło. 
S - To ja idioto. 
Fr - Spoko. Wchodź - usłyszałem otwieranie zamków. Wszedłem i zamknąłem za sobą drzwi. 
G - A jednak jesteś. Siadaj.
S - Nigdy tego nie opuszczę. Hehehe... 
Bonnie - No to zaczynamy!

VANESSA
Usłyszałam zamki. Cicho skierowałam się w stronę źródła dźwięku.

SPRINGTRAP
Zaczęła się gra... W POKERA!!!

PO KILKU MINUTACH
B - Ku*wa! Stary! Znowu!?!? 
S - Huehuehue... Ze mną się nie zadziera. 
B - Ale znowu!?!? 
S - Nom. 
Fr - Jak ty to robisz? - Freddy popatrzył na mnie.
S - Życie. A gdzie dziewczyny? 
G - Zaraz przyjdą. 
Foxy - Dzisiaj ich nie będzie... 
S - Czemu? 
F - Nie wiem... - Foxy posmutniał. Ale ja lubię ich ogrywać! Ha!

VANESSA
Q - Oni... serio? W pokera? No chyba nie - mruknęłam pod nosem i zaczęłam szukać słabego punktu tych "drzwi".

SPRINGTRAP
G - Podwajam stawkę - uśmiechnął się. 
S - Spoko... Gotuj się na przegraną! 
G - To ty się gotuj! Haha!!! - nagle przyszły dziewczyny...? Ale miało ich nie być... No trudno xD Wszyscy zaczęliśmy gwizdać i krzyczeć. Ona zaczęły nam dopingować. Mangle jak zwykle się ze mną przywitała. Lubię to xD

VANESSA
Kiedy usłyszałam gwizdy zrobiłam facepalma. Co oni tam odwalają? Znalazłam jakąś dziurę. Wyjęłam nóż i zaczęłam w niej grzebać. Zaraz się dowiem, co się tam dzieje, hehe...


SPRINGTRAP
Mangle - Wygrasz to - pocałowała mnie. 
S - Jak zawsze. - uśmiechnąłem się. Chica podeszła do Foxy'ego. Nagle drzwi się otworzyły. Van?! Co ona tu?!
Q - I to była ta wielka tajemnica? - popatrzyła na nas z ironią i zaczęła bić nam powolne brawa. Popatrzyłem na nią... 
S - Eee... Heh... Czy ja wiem, czy to tajemnica? No ale to... Eh... A z resztą.
Q - No właśnie - przekroczyła próg i drzwi się za nią zamknęły. Wszyscy wzruszyli ramionami i zaczęli grać. Ja wstałem i skierowałem się do wyjścia. Mangle mnie zatrzymała. 
S - Co? 
Mangle - Masz zamiar mnie opuścić? 
S - Eh. Zaraz przyjdę. 
Mangle - Ey... - nie słuchałem jej i wyszedłem za Van.
Q - Nie skradaj się, przecież cię słyszę - odwróciła się w moją stronę.
S - Nie chciałem, żebyś o mnie źle pomyślała.
Q - I co w związku z tym?
S- Nie chciałem źle wypaść? - lekko się uśmiechnąłem.
Q - A jak mi do wynagrodzisz?
S - Eee... Nie wiem...?
Q - No pomyśl.
S - Eh... Grą w pokera...?
Q - Jednak coś z inteligencji masz - uśmiechnęła się lekko.
S - No ey. Dzięki. Idziesz?
Q - No przecież.
S - To chodź - poszliśmy do pokoju. W końcu weszliśmy do niego. - Chłopaki. Mamy nowego gracza. Oto Vanessa. Siadaj - pokazałem jej wolne miejsce. Wszyscy patrzyli na siebie. Hm... Widać było, że Van juz miała doczynienia z Pokerem. Ciekawe.
Q - No co tak was zatkało? Wcześniej byliście rozmowni - przerwała ciszę.
S - Pewnie się stresują. - zaśmiałem się

PO POKERZE
Wyszliśmy z pokoju. 
S - Zapłaciłem za swoje grzechy?- zaśmiałem się.
Q - Zapewne.
S - Odprowadzić cię do biura?
Q - Jak chcesz - wstała. Poszliśmy w stronę biura. 
S - Będziesz tu jutro? Fajnie się grało i w ogóle - lekko się uśmiechnąłem.
Q - Zobaczymy - odwdzięczyła uśmiech.
S - Spoko. To ja już będę szedł bo zaraz 6:00. Narka - uśmiechnąłem się, pomachałem jej i odszedłem
Q - Pa - weszłam do biura.
FRITZ

Zobaczyłem Van w drzwiach. Na szczęście ST tam nie było. 
F - Zwiedziłaś Pizzerie? - popatrzyłem na nią. 
Q - Tak, a teraz nagroda - podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek. - Myślę, że było warto - zaśmiała się cicho. Zrobiłem wielkie oczy i się trochę zaczerwieniłem... 
F - Heh... Było... - podrapałem się z tyłu głowy. 
K - Moje kochane aniołki. Może już się zabierzemy do domu? - odwróciła się w naszą stronę. 
Q - Okej.
F - No to idziemy - wstałem i razem z dziewczynami wyszliśmy z Pizzeri. Popatrzyłem na Van. - Odprowadzić cie do domu?
Q - Jeżeli nie sprawi ci to problemu - ziewnęła.
F - Żadnego - uśmiechnąłem się i popatrzyłem na Kate. - To ja z Van idziemy, a ty idź tam gdzie... Masz iść xD - zaśmiałem się i poszedłem razem z Van. Kate przewróciła oczami i poszła do domu.
F - Jak ci się podobało?
Q - Było świetnie - uśmiechnęła się. - Robimy powtórkę?
F - Jutro? - spojrzałem na nią i delikatnie złapałem za rękę.
Q - Jak masz czas - ścisnęła na moment moją dłoń na znak, że to zauważyła.
F - Pewnie, że mam - uśmiechnąłem się i zanim się zorientowałem, to już byliśmy pod jej domem. - Czekaj... To twój dom? - spytałem z niedowierzaniem.
Q - Ta, a co?
F - Tak jakoś szybko czas zleciał. Ehh... to pa.
Q - Do jutra - miała już iść, ale zapomniałem puścić jej rękę. - Bardzo zabawne - spojrzałam na mnie.
F - O. Heh... Sorka - puściłem ją. - No to cześć.
Q - Pa - poszła do siebie, a ja do swojego mieszkania i padłem na łóżko. Od razu zasnąłem.

  To teraz parę informacji dla was.
Z tej strony Venus.
Rozdział napisałyśmy razem.
Perspektywy:
Ja (Venus) - Vanessa
Potter - Domi i te osoby ze stadniny
Kate - Kate, Vincent, Mike, nasza "?", Jeremy, Fritz i animatrony
Tak, tym razem ja tutaj piszę.
Kate ma coraz mniej czasu, a ja zdecydowałam, że warto coś wstawić.
Jak już mówiłam, pisałyśmy to razem, ale ktoś musiał zająć się korektą.
Tak więc Kate poprawiła wszystko, do momentu akcji z pająkami.
Potter zajęła się obrobieniem perspektywy Vincenta i Domi od akcji z pająkami i w stadniny (dzięki ci).
A ja całą resztą (akcja w lesie, akcja w pizzeri i poprawa błędów - czyli orto i sens w zdaniu - z części Kate i swojej).
"Obrobienie"/"Poprawa" polega na poprawieniu perspektyw, gdyż każda nas pisze ze swojej, a nie chcecie pewnie widzieć co jedną wypowiedź dopisku typu "Per Kate", "Per Domi", "Per Van" itd.
 Także, Kate, miła niespodzianka, że gotowy rozdział już na blogu, nie?
Ale mam dla ciebie mały opieprz.
Wczoraj mówiłaś, że 20 minut obróbki starczy do ogarnięcia tego.
Tymczasem mamy godzinę 21:33, a zaczęłam to ogarniać o 17:32 zastając rozdział w rozsypce od momentu akcji z pająkami.
Aktualnie czekam na Potter i ogarnięcie per Vina i Domi, żeby to wlepić przed akcją w lesie.
Kiedy tylko ją dostanę wrzucam rozdziała dla was za Kate (:
Aktualnie mamy 22:01 i tak:
1. Mój przenośny ruter się rozładował (nie ma mnie w domu, a teraz na telefonie używam danych komórkowych),
2. Potter mi gdzieś uciekła.
Przez to dalej nie mogę wstawić posta, bo akcji z pająkami i w stadninie brak!
Chyba dziś nie dam rady tego wstawić (jak coś dziś 19 września roku pisać nie muszę).
Pozostało mi jedynie czekać...

Pozdrawiam,
Venus.

niedziela, 6 września 2015

+10.000 WYŚWIETLEŃ!!!

W KOŃCU UDAŁO MI SIĘ ZROBIĆ SPECJALA NA 10k!!!!



Serdecznie zapraszam na mojego nowo utworzonego ask'a :3 Tutaj link ---> 


SERDECZNIE WAM DZIĘKUJĘ!!!
NIE WIEM JAK WAM DZIĘKOWAĆ ♥
KOCHAM WAS!!!